Sam już nie wiem L.D. Życie po śmierci
Witam wszystkich!
Ostatnio spędzam dużo czasu w domu i sięgnąłem po jakąś książkę z pokoju rodziców.
Trafiłem na "Życie po śmierci" Leona Denisa. Zacząłem czytać. Przyznam, że wcześniej mało książek czytałem, ale ta mnie mocno wciągnęła i pierwszego dnia przeczytałem połowę. Aktualnie kończę książkę.
Brzmi ona bardzo przekonująco, nakłania czytelnika do czynienia dobra, całe te teorie na temat duchów niższych, wyższych, praw moralnych. To brzmi bardzo ładnie, trochę utopijnie. Zacząłem w to wierzyć dosyć mocno, we wszystko co jest zawarte w tej książce. Książka odpowiedziała mi na wiele pytań, które zadawałem w trakcie czytania. Nawet mi się to podoba. Jestem na ogół wrażliwą osobą, może też jestem łatwowierny, ale coś mnie tknęło. Jakoś zacząłem czuć, że to jakieś bajki, wymysł taki, żeby po prostu się nie bać śmierci, żeby żyć dobrze i tylko dlatego, a nie że po śmierci jest dusza, i że światłość i ciemność, materializm itp itd.
Jestem ateistą, człowiekiem bez wiary, ale ta książka mnie natchnęła, ale mam pewne wątpliwości co do tego czy oddać się całkiem spirytyzmowi. Pewnie to się bierze stąd, że nigdy ducha nie widziałem, nigdy czegoś takiego nie przeżyłem. Bardzo chciałbym mieć takiego np. opiekuna aka Anioła Stróża, który mi pomaga w życiu, radzi, podpowiada, szepcze itp. To jest tak jakby to była bajka.
Czy coś takiego jest możliwe?
Czy ja muszę wywoływać duchy żeby je widzieć?
Czy tylko za pomocą medium mogę je zobaczyć?
Czemu np. ja nie mogę być medium czy mogę?
Czemu duchy same z siebie nie nawiązują kontaktu z ludźmi na co dzień skoro czynią dobro, dążą do dobra? Przecież na logikę to by pomogło ludzkości.
Sam nie wiem co o tym myśleć. Fakt faktem, przestałem się bać śmierci, ponieważ przeczytałem tę książkę. Tylko co z tymi duchami?
Pozdrawiam.
Ostatnio spędzam dużo czasu w domu i sięgnąłem po jakąś książkę z pokoju rodziców.
Trafiłem na "Życie po śmierci" Leona Denisa. Zacząłem czytać. Przyznam, że wcześniej mało książek czytałem, ale ta mnie mocno wciągnęła i pierwszego dnia przeczytałem połowę. Aktualnie kończę książkę.
Brzmi ona bardzo przekonująco, nakłania czytelnika do czynienia dobra, całe te teorie na temat duchów niższych, wyższych, praw moralnych. To brzmi bardzo ładnie, trochę utopijnie. Zacząłem w to wierzyć dosyć mocno, we wszystko co jest zawarte w tej książce. Książka odpowiedziała mi na wiele pytań, które zadawałem w trakcie czytania. Nawet mi się to podoba. Jestem na ogół wrażliwą osobą, może też jestem łatwowierny, ale coś mnie tknęło. Jakoś zacząłem czuć, że to jakieś bajki, wymysł taki, żeby po prostu się nie bać śmierci, żeby żyć dobrze i tylko dlatego, a nie że po śmierci jest dusza, i że światłość i ciemność, materializm itp itd.
Jestem ateistą, człowiekiem bez wiary, ale ta książka mnie natchnęła, ale mam pewne wątpliwości co do tego czy oddać się całkiem spirytyzmowi. Pewnie to się bierze stąd, że nigdy ducha nie widziałem, nigdy czegoś takiego nie przeżyłem. Bardzo chciałbym mieć takiego np. opiekuna aka Anioła Stróża, który mi pomaga w życiu, radzi, podpowiada, szepcze itp. To jest tak jakby to była bajka.
Czy coś takiego jest możliwe?
Czy ja muszę wywoływać duchy żeby je widzieć?
Czy tylko za pomocą medium mogę je zobaczyć?
Czemu np. ja nie mogę być medium czy mogę?
Czemu duchy same z siebie nie nawiązują kontaktu z ludźmi na co dzień skoro czynią dobro, dążą do dobra? Przecież na logikę to by pomogło ludzkości.
Sam nie wiem co o tym myśleć. Fakt faktem, przestałem się bać śmierci, ponieważ przeczytałem tę książkę. Tylko co z tymi duchami?
Pozdrawiam.