Dla mnie mimo wszystko większym autorytetem od naszych patriotycznych postaci jest Jezus. Mówił o nadstawianiu drugiego policzka, ale przypomnę także, że kazał schować Piotrowi miecz, gdy ten chciał go bronić w ogrodzie oliwnym.
To dla mnie prawdziwy wyznacznik.
Walka z najeźdźcą nie musi oznaczać strzelania do niego z karabinu. Można do niej podejść zupełnie inaczej. Jak wspominałem, mi bardziej imponuje Gandhi niż najwięksi z polskich generałów.
methyl pisze:Osobiście, w przypadku gdy mojej rodzinie groziłaby smierć z rąk jakichkolwiek okupantów, wybrałbym dosyć szczególny rodzaj poświęcenia, a mianowicie, za pomocą wszelkich dostępnych środków starałbym sie odesłać agresorów w dowolną otchłań upodlenia z której niewątpliwie wypełzli - czy to całych i zdrowych czy też - bardziej prawdopodobne - w stanie permanentnej smierci .
Poświęciłbym ich istnienia, poświęciłbym spokój mojego Ducha ale zrobiłbym to w intencji ochrony życia moeje rodziny.
W takim zachowaniu widać chęć zemsty, agresji... Więc obawiam się, że razem z tymi agresorami Ty również trafiłbyś w tę otchłań

Pamiętajmy też o jednym... Gdy mordujemy ludzi na wojnie, często zabijamy w sumie niewinnych żołnierzy, którzy wykonują rozkazy, tak naprawdę nie są upodleni, mają rodziny, które na nich czekają, a walczą w wojnie po przeciwnej stronie, bo tak po prostu ułożyło się ich życie... Co gorsza spirytyzm pokazuje, że pozbycie się wroga w fizycznym świecie nie rozwiązuje problemu. Ów wróg czyha na nas dalej w zaświatach, męczy nas niekiedy jeszcze bardziej niż za życia.
Bez wątpienia wojna jest ciężką próbą... Sytuacje, gdy tracimy cały nasz dobytek, całą rodzinę są niewyobrażalne... Ale z drugiej strony ten dobytek i tak nie był do końca nasz, bo po śmierci i tak byśmy go stracili, a każde utracone dobro da się przecież odzyskać. Utrata rodziny też jest w pewnym sensie ziemską iluzją, bo nasi bliscy dalej żyją...
W każdym razie sytuacje, które tu opisujemy, pokazują, jak wiele wszyscy jeszcze musimy się nauczyć i jak bardzo brakuje nam do doskonałości
