I sprawa Maga przypomniało mi coś z tego typu doświadczeń o czym nawet nie wspomniałam w książce. Dawno temu podczas przedwczesnego porodu doszło u mnie do krwotoku wewnętrznego. Ratowano mi życie przez 6 godzin, krew na sygnale, bo rzadka grupa itp. Cięto dwa razy, poszatkowano jak kapustę, traciłam przytomność. Zawsze przy mnie ten ktoś - żołnierz z relacji w książce, widziany przez pielęgniarkę, bo pytała - czy to do pani, ten żołnierz za szybą ( czasy bez możliwości rodzinnych porodów), potem wielki huk i rozbiła się wielka szyba na korytarzu od drzwi oddziałowych, uznano, że to przez przeciąg, ale ze zdziwieniem bo wszystkie okna były zamknięte... ale ktoś z pacjentów mógł szybko je otworzyć i zamknąć. Ale co najdziwniejsze

lekarz, który walczył z moim przypadkiem, jeszcze tym roztrzęsiony na następny dzień przy wizycie patrzy i oczom nie wierzy zupełnie nie zgadzała mu się ilość szwów z kartą i z rzeczywistością - połowa zniknęła

- jak to możliwe?... plus czułam się już całkiem dobrze. Czarny Mag gdzieś to też już tak omackiem rzucił tutaj- oni przy nas są zawsze, gdy ich potrzebujemy.