Dziękuję.
Już zacząłem Ci się zwierzać na forum publicznym... piszę tego posta już piąty raz chyba, by jakoś to ograniczyć.
Czy syn Nuty z racji wieku nie poznał "gorzkiego smaku życia"? Doświadczyłem smutek utraty osób które kocham, wciąż oczekuję na różne znaki, choć wiem, że jeśli nadejdą, to dopiero, gdy przestanę na ich domniemanym pojawieniu się planować i polegać. 21 letni smarkacz, ale życia nie ratował tylko sobie przed drechami, a za kłaki trzymał wymiotującego samobójcę, a nie tylko kumpelę, co pić nie umie. Wie jak to jest ubierać martwego nim zesztywnieje... Zerwała z nim kobieta, on zerwał, kocha jakąś, a nie może z nią być, stracił głupio dwie przyjaciółki, nie umiał ochronić przyjaciela przed jego dziewczyną i patrzy jak się buja, raz rzuca raz wraca... a nie chce wracać, bo właśnie o to jego branie się pokłócili. Jesień idzie, podczas tamtej sprzed roku "zrzuciłem poroże" po byłej, co mnie postanowiła puścić bokiem.
Tak, jestem smarkaczem- doskonale zdaję sobie z tego sprawę. 21 lat to śmiech, a nie wiek. Ale widzę, że rówieśnicy nie zastanawiają się nad niektórymi rzeczami, a ja robię to codziennie. Że nie myślą nawet o tym czy jest Bóg "mam na to wyje*ne, k*a, meeeen!" cytując dość wiernie, nie mówiąc o czytaniu Szumana pod kołdrą z latarką- jako małe dziecko.
To co mnie dotknęło- zmusiło do rozważań, na podstawie których jestem przykładowo gotów w każdej chwili umrzeć...choć to jeden z wielu przykładów. Oczywiste jest to, że próba ochrony życia jest naturalna i nie łamie tego założenia- tu chodzi przecież o coś innego.
W rezultacie- nie oceniaj proszę po wieku, syn Nuty jest bardzo młody, a niczego w jego temacie nie wykluczam... bez wątpienia chociaż jest młodszy niż ja, to bezpośredniego cierpienia zaznał więcej, więc i choćby mniej rozumiał sens tego wszystkiego, to lepiej na smak życia.