Bez wątpienia Duchy łączą się w grupy i dlatego np. miasta w zaświatach zamieszkują bardzo często przedstawiciele jednego narodu. Nie chodzi jednak tu o to, że tam flaga np. brazylijska powiewa, ale po prostu o to, że zbliżają ich do siebie ich cechy charakteru. Coś w stylu tego, co opisał Methyl.
Luperci Faviani pisze:Jestem pacyfistą ale:
Gdyby ludzie w imię miłosierdzia nie bronili się podczas konfliktów zbrojnych, zawsze górowałoby zło, ponieważ agresor z definicji jest zły. Wojna to nie jest walka dobra ze złem, tylko niszczenie zła mniejszym złem. Walka na wojnie jest poświęceniem siebie. Podczas wojny wszyscy są przegranymi, z wyjątkiem pokoleń, które mogą później cieszyć się pokojem, wolnością i miłością.
Brutalnie mówiąc, strzelanie do Niemców uratowało kilkadziesiąt milionów istnień ludzkich, których potomkowie są dzisiaj wśród nas.
Ja, np. nie wiem jak zachowałbym się, gdyby napadło na nas inne państwo...
Ja akurat nie zgadzam się z tym podejściem. Jezus wspominał, by nadstawiać drugi policzek i nie reagować agresją na agresję. To dla mnie jest najważniejszy wyznacznik, bo bezwzględnie nauki Jezusa są pod względem moralnym najdoskonalsze spośród tych, które mamy. "Zło dobrem zwyciężaj" - powiadał ks. Popiełuszko i coś w tym jest.
Jeśli chodzi o samą wojnę, nie zgadzam się też z tym, że walczymy o wolność dla kolejnych pokoleń. Pamiętajmy, że wojna jest walką ludzi, czyli Duchów obecnie wcielonych w dany naród. To, że w 1939 r. naród niemiecki reprezentowało mnóstwo Duchów agresywnych i nieludzkich, nie oznacza, że będą one w nim dominować nieco później. Gdy więc walczymy z naszym przeciwnikiem, walczymy bardziej nie o przyszłość, ale o teraźniejszość. Owszem możemy mieć na myśli los przyszłych pokoleń, naszych dzieci, ale któż może wiedzieć, co dla tych dzieci jest lepsze? Najlepiej wziąć sobie takie porównanie: gdybym mój ojciec brał udział w wojnie i miał powiedzieć, która z jego postaw była lepsza:
1) był żołnierzem patriotą, walczył o Polskę, podrzynał gardła Niemcom, zabijał ich w ukryciu itp., bym mógł żyć w wolnym kraju
2) był osobą, która przede wszystkim widziała w innych drugiego człowieka, nikogo nie zabił, nie wdawał się w bitwę, żył trochę na uboczu od wojny, ale pomagał innym, ratował Żydów, ale też pomagał rannym niemieckim żołnierzom itp.
to chyba wybrałbym tę drugą opcję. To dla mnie dużo właściwsza postawa.
I na koniec zacytuję kontrowersyjnego posła Palikota, który powiedział na swoim kongresie bardzo mądre słowa. Proponował, by zamiast finansowania armii, dofinansowywać kulturę, twierdząc, że żadna armia jeszcze nas nie obroniła, a to co utrzymało nasz naród, to nasza kultura, język itp. I miał tu moim zdaniem całkowitą rację...
Pamiętajmy, że nasz kraj był okupowany wielokrotnie, ludzie umierali za wolność, ale bezskutecznie, bo przez ponad 100 lat, nie było nas na mapie... Czy ich walka miała sens? Przecież po każdym nieudanym powstaniu, Rosja odbierała nam kolejne skrawki wolności...