vinitor pisze:...Nie wszystkie informacje ... są do przyjęcia bez wiary, co nie nie zaprzecza wiary w Boga...
To bardzo ciekawa kwestia dotycząca osób deklarujących akceptację istnienia Boga. Otóż czym innym jest uznanie istnienia Boga, czym innym pojmowanie Boga, czym innym jeszcze rozumienie relacji Bóg - człowiek. I tu niezbędne jest pozostawienie człowiekowi miejsca na własne myślenie.
Bo co z tego że odgórnie, z mocą, zostanie pouczony o tym jaki Bóg jest ?
Takie pouczenia przecież tylko częściowo wpłyną na jego myślenie. Trochę wpłyną, człowiek dowie się czegoś nowego, może utwierdzi w czymś co już wiedział, może czegoś się przestraszy ale myśleć będzie chciał samodzielnie. Taka jest ludzka natura, konsekwencje tego że myślimy.
W gruncie rzeczy wiara w Boga to wiara w to że informacje o Nim są prawdziwe.
A przecież żyjemy w ograniczeniach doczesności. Te wszystkie pojęcia którymi się posługujemy służą celom doczesnym, niczemu więcej. Mogłoby ich nie być. Klasycznym przykładem na którym nauczyciele buddyjscy to tłumaczyli swoim uczniom na Zachodzie jest stół. Przykład stołu pojawia się w naprawdę wielu książkach

. Logika buddyjska jasno wykazuje względność tego co pozornie bezwzględne, wyłącznie utylitarny charakter wszystkich pojęć.
To tyczy się doczesności, a co z pozadoczesnością ? Próby opisywania pozadoczesności pojęciami stworzonymi do opisu doczesności, próby tworzenia pojęć opisujących pozadoczesność, próby opisywania atrybutów Boga itd., wszystko to czynione jest na użytek ogółu ludzi. Tyle że w celu nakłonienia ludzi do wiary w te koncepcje trzeba jeszcze przemówić do ludzkich emocji, ludzie muszą się bać to uwierzą a raczej oświadczą że wierzą...
Niektórzy z własnej woli dodadzą że wierzą głęboko. Wszak "ciekawość to pierwszy stopień do piekła..."
W buddyźmie bardzo podoba mi się zalecenie żeby nie wierzyć, żeby sprawdzać wszystko.
W Chrystusie bardzo mi się podoba to że jest Słowem Wcielonym. Czyli że możliwym do doczesnego doświadczenia. Tyle że tylko wtedy i tam, a nie tu i teraz. Pewnie że to dotyczy Chrystusa historycznego. Życia i śmierci można doświadczyć tu i teraz, właściwie to nie ma wyboru

. Ale żeby odnaleźć się w nowotestamentowym napięciu "już teraz" - "jeszcze nie teraz" człowiekowi potrzebna jest swoboda myśli i emocji. Inaczej nie doświadczy choćby skrawka tego napięcia, ani przez chwilę.
I możliwe że im większą wolnością człowiek dysponuje, tym łatwiej mu zrozumieć że naszemu doczesnemu życiu sens nadaje wyłącznie uznanie istnienia rzeczywistości pozadoczesnej. Czyli uznanie istnienia Boga. Spotkanego wówczas osobiście, przez każdego inaczej.