fruwla pisze:Wyglada na to, jakbys odrabiala panszczyzne zamiast zyc pelnia zycia.

Trafiłaś w sam środek

Nie mogę żyć tak jakbym chciała, bo po moich własnych decyzjach mam zobowiązania, których nie mogę uniknąć. I nie uniknę ich do końca życia.

Nie jest tak, że żałuję, że podjęłam takie, a nie inne decyzje. Tak się po prostu stało, pogodziłam się z tym, i staram się żyć najlepiej jak się da, dla moich bliskich też.

Ale o większości marzeń musiałam zapomnieć. I dlatego mam nadzieję na ich realizację w następnym życiu

W następnym życiu chciałabym też naprawić te błędy, które popełniłam w tym i już nie mam szans ich naprawić. Gryzą mnie i nie dają spokoju, a z ich naprawieniem muszę czekać do czasu po śmierci. Jak wiec widzisz, nie boje się śmierci i czekam na nią z utęsknieniem

Mirek pisze:Pewnie Xsenia boi się, że się szybko wypali i już nic ją może nie cieszyć.
To też nie tak Mirku

Potrafię się cieszyć z różnych rzeczy, drobnych też. I nie boję się wypalenia

Bóg zrzuca na mnie tylko to z czym sobie sama poradzę, więc wypalenie mi nie grozi

I czasem wyrywam z życia choć godzinkę dla siebie, także nie ma tak źle.

fruwla pisze:Po tym wszystkim zmienilam priortety, teraz cenie sobie bardziej wyciszenie, kontakt z natura i moje magiczne chwile.
OOO to to. Doceniam każdą najmniejszą chwilę w ciszy i w kontakcie z naturą (nawet gdy sarenka mi wyskakuje przed maską samochodu, cudem nie rozjechałam

).
A wracając do tematu: nie wydaje mi się by można było ofiarować nasze cierpienie za zmarłych. Cierpimy po to by odpokutować błędy poprzedniego życia, albo po to by rozwinąć się duchowo. Nie można więc cierpienia przekazać. Nie można też cierpieć dodatkowo, bo to bez sensu. Nie można szkodzić samemu sobie, nawet jakbyśmy tego bardzo chcieli.