konrad pisze:Jul, bardzo ciekawy post. Zgadzam się z nim w 100%.
Ze swojej strony dodałbym też to, że wydaje mi się mało prawdopodobnym, by ludzie, czy kosmici byli w stanie podróżować między galaktykami. Po prostu dzielą nas takie odległości, że nie wydaje mi się, by jakakolwiek technologia mogła umożliwić tego typu gwiezdne podróże.
Chyba sensem tak dużego rozrzucenia światów w przestrzeni kosmicznej jest to, by kontakt między poszczególnymi cywilizacjami był ograniczony. Być może z takiego kontaktu wyniknęłoby więcej złego niż dobrego.
A wracając do tematu ruchów filozoficznych i religii, dziś na spotkaniu na tapetę rzuciliśmy przede wszystkim hinduizm i buddyzm. Okazało się, że pomimo drobnych różnic, jest w nich wiele wspólnego z teorią reinkarnacji, którą przedstawia spirytyzm. Może trochę mniej cech wspólnych istnieje w kwestii istnienia samych duchów i możliwości kontaktu z zaświatami, ale moje wrażenie jest takie, że teoria spirytystyczna broni się nawet w sytuacji, gdy uznamy, że z duchami kontaktować się nie można

Swoją drogą hinduiści dopuszczają możliwość istnienia błąkających się dusz, przy czym jedynie takich, które zginęły w wypadkach, czy też poniosły śmierć z własnej winy. Tak więc nie jest tak, że według hinduistów duchów w ogóle nie ma

Jeśli zaś chodzi o teorię karmy, to jest ona bardzo zbieżna z tym, o czym mówi buddyzm i hinduizm. Swoją drogą na pytaniu poruszyliśmy ciekawą kwestię - czy teorie spirytystyczne nie powstały pod wpływem mody na orientalizm, która była dość powszechna w XIX wieku. Czy więc nie jest tak, że spirytyści zaczerpnęli część nauk od buddystów, czy od hinduistów? Moim zdaniem takiego wpływu nie było. Najlepszym dowodem jest to, że słowa takie jak "karma", które pojawiają się w wielu innych teoriach ezoterycznych, są w spirytyzmie nieobecnie. Kardec nazywa to zjawisko "prawem przyczyny i skutku". Gdyby nawiązywał do teorii orientalnych, zapewne słowo "karma" gdzieś by się przewinęło. Nie ma też raczej innych wzmianek na temat religii orientalnych i tamtejszych systemów filozoficznych. Kardec przecież mógłby wspomnieć, że nauki moralne Buddy czy Kriszny są zbieżne z tymi, które głosił Jezus. Wspomina już o tym Leon Denis, ale czyni to pół wieku po wydaniu KD. Myślę więc, że gdyby spirytyści byli pod wpływem nurtów filozoficznych ze wschodu, pojawiłyby się w książkach Kardeca jakieś bardzo bezpośrednie odniesienia do tychże teorii.
,,Problem powyższy staje się zrozumiały dopiero po dokładnym poznaniu hinduistycznej czy buddyjskiej mistyki i etyki, która oparta jest na wierze w reinkarnację. Ludzie głęboko wierzący w reinkarnację patrzą na cierpiącego jako na „karmitę” — czyli posiadacza duszy obciążonej przestępstwami rzekomo popełnionymi w poprzednich wcieleniach, z których musi się oczyścić przez swe cierpienia w obecnym wcieleniu (!) Dlatego pozostawiają go bez pomocy, aby mu nie przeszkodzić w oczyszczaniu się i szybszym umieraniu, by po śmierci przeszedł do nowego, i to lepszego wcielenia, którego przecież nie będzie miał. W ten sposób człowiek cierpiący cierpi potrójnie: znosi cierpienie, które go dotknęło, cierpi pogardę ze strony społeczeństwa i sam gardzi sobą, mając poczucie winy za rzekome „przestępstwa” popełnione w poprzednich wcieleniach, których przecież nie było, bo Bóg zapewnia, że każdy przejdzie przez śmierć tylko raz, a po niej otrzyma zapłatę za wierność lub karę za niewierność Bożemu prawu i na wieki będzie żył w takim stanie duchowym, w jakim stanie umierał.
W świetle tej wiary ratujemy życie każdego człowieka, by mógł jak najdłużej wzrastać w łasce uświęcającej, bo w tym jedynym życiu rozgrywa się jego los na wieki! Niestety, wielu nawet katolików uległo iluzji, spodziewając się ponownego wcielenia. Nie zdają sobie sprawy, że świadomość reinkarnacji jest tylko psychicznym złudzeniem, bardzo często związanym z rozszczepieniem jaźni lub innymi zaburzeniami fizjologii mózgu. Prawdziwa znajomość różnych religii świata musi doprowadzić do wniosku, że tylko religia oparta na Bożym Objawieniu jest bezbłędna, a inne religie zwane „filozoficznymi” lub „naturalnymi”, są tylko dziełami ludzi z natury omylnych, dlatego te religie w dużym stopniu są szkodliwe, więc nie można ich wszystkich stawiać na równi i wszystkie - jak chcą niektórzy - jednakowo szanować. Jakże można szanować takie religie, które wprowadzają ludzi w błąd, urągają prawdziwemu Bogu i są przyczyną ludzkiego cierpienia?
Jednak katolik mający kontakt z wyznawcami pogańskich religii, jak kult Kriszny, Buddy czy innych idoli, musi odróżnić człowieka od jego błędów! Według chrześcijańskiej duchowości, opartej na miłości Boga i bliźniego, szanować należy wszystkich ludzi, także wyznawców innych religii, niezależnie od jakości błędów zawartych w ich wyznaniach. Ale szanując człowieka, nawet tego, który żyje w błędzie lub grzechu, nie możemy wraz z nim szanować także jego błędów czy przestępstw! Właśnie dlatego, że go szanujemy, to dla jego dobra nie żałujemy trudu, by go z błędu wyciągnąć. Również miłość do Boga i troska o Jego chwałę skłania do gorliwości, by błądzących sprowadzać na drogę Prawdy. Jezus Chrystus za wszystkich oddał życie i pragnie, by wszyscy Go poznali wraz z Jego nauką. W tym celu nakazał swoim uczniom głosić Jego naukę i udzielać sakramentów św. wszystkim narodom, mówiąc: Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi. Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem. A oto ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata (Mt 28,19-20). Dlatego wierni swemu Mistrzowi Apostołowie i ich następcy szli wszędzie; szli również do wyznawców wielkich religii świata - do Indii też...,,
http://www.fronda.pl/a/religie-nie-sa-r ... 61597.html