Mam pytanie kolejne o tzw. wyparcie prawdy ("prawdy" która koliduje z naszą prawdą):
a więc jak moja żona głęboko wyznająca katolicyzm mnie poznała byłem wyznania Lucyfera z wyboru. I tak w pewnym sensie się jej objawiłem (próbowałem to "zmiękczyć na siłę" i zutylizowałem na jej polecenie wszystko co tylko jej zdaniem było niewłaściwe - niewłaściwe w jej mniemaniu).
A kiedy po latach małżeństwa jakimś cudem (bo starałem się pozbyć wszystkiego - bo mi na niej zależało i zależy nadal) dorwała zdjęcie na którym podnoszę do ust puchar czerwonego wina w uśmiechu i radości skierowanym do osoby która mnie fotografuje a za moimi plecami wręcz "bije po oczach" odwrócony do góry pentagram wielkości 2 metry na 2 metry - symbol Diabła i uwielbienia Go! Ona "bulgocze" do mnie, że jej wszystkie osobiste porażki i nasze są przyczyną tegoż - po czym sama w sobie po 5-ciu minutach bulgotu (podczas gdy ja zdjęcie chowam i się uśmiechając tłumaczę) - nagle "ona" zaczyna mówić o trywialnych sprawach życia codziennego np. czy nakarmiłem i wyprowadziłem psa? Bo to ma znaczenie (nagle)
Tylko, że ja po dniu, następnie po miesiącu a następnie wczoraj - wróciłem z premedytacją do tej sprawy i mówię: "pamientasz tamto zdjęcie na którym nad moją głową jest czarny znak na połowę białej ściany? pamiętasz ja wtedy byłem kawalerem? pamiętasz to zdjęcie? A ona mówi "NIE ! Ale podpowiedz kiedy? gdzie?"
A coś takiego miało już miejsce przynajmniej trzy razy u mnie
Pierwszy raz z matką która wskazując na tenże pentagram na ścianie woła co to jest

(i jest ewidentnie wzburzona

a ja mówię nieco zmieszany: "to mamo symbol buntu - tzw. popkultura

i ona osoba wierząca przechodzi nad tym niczym....

sprawy już więcej nie było.