Konrado73 pisze:Tylko najczęściej jest to ból i cierpienie.
Tak, masz rację. Na początku zawsze pojawiają się te uczucia. Lecz z czasem będzie lepiej.
agnieszkag pisze:Piszesz ze odejscie ukochanej osoby nie oznacza ze cos stracilismy.
Czuje zupelnie odwrotnie.
Traci sie wszystko ; cel, radosc zycia, sens.
A co sie moze pojawic w to miejsce?
Czy celem twojego życia był syn? Czy CAŁĄ radością życia był syn? Czy jedynym sensem twojego życia był twój syn? Wiem, że trochę może być ci trudno to teraz zrozumieć, ale odpowiedź na te pytanie brzmi nie. Wiem na pewno, że twój syn był i w sumie jest dla ciebie bardzo ważny. Wiem, że był motorem wielu twoich zachowań i reakcji. Wiem, że ustawiałaś swoje cele i swoje życie pod niego. Ale zawsze też miałaś coś tylko i wyłącznie swojego. Coś co robiłaś sama bez niego. Praca, zainteresowania. Nie wierzę, że "żyłaś życiem syna". Żyłaś zawsze swoim życiem. I nie wszystkie cele i dążenia podporządkowywałaś celom i dążeniom syna. Kwestia jest tylko taka by te własne cele ponownie odnaleźć. Tak naprawdę to zadanie stanęłoby przed tobą wcześniej czy później, ale stanęłoby. Kiedyś dzieci odchodzą na swoje, odjeżdżają w dalekie strony, czasem umierają. Taka już rola rodziców, że kiedyś muszą pożegnać sie z własnymi dziećmi, bo one z czasem odchodzą. Każdy to przechodzi.
Żal, tak żal można zawsze czuć. Ale stratę? Nikt nie zabierze ci tego, że byłaś jego matką. Nikt nie zabierze ci wszystkich wspólnych chwil. Wspólnego śmiechu i płaczu. Tego nikt ci nie odbierze, nikt. Teraz płaczesz tak naprawdę za tym co mogłoby być, gdyby żył. Za przyszłością wraz z nim. A musisz znaleźć i zobaczyć nową, swoją przyszłość już bez niego. I ta nowa przyszłość wcale nie musi być zła, może być dobra, spokojna, i radosna. Choć domyślam sie, że jeszcze za wcześnie na takie myśli. Ale to że odszedł twój syn nie oznacza, że nie będziesz się w przyszłości śmiać. Twój syn na pewno chciałby byś żyła dalej i była szczęśliwa.
Konrado, Atalia te słowa odnoszą się też do was. Nie jesteście sami. I nigdy nie byliście...
agnieszkag pisze:Tylko ruszyc sie nie mozna gdy rozpadasz sie na milion kawalkow.
Nie masz obowiązku od razu przenosić Everestu. Powoli, pomału. Zacznij od drobnej rzeczy. Jednej. Postaw sobie dosłownie jeden cel. Wykonaj go. A potem następny. Też tylko jeden. A gdy sie z nim uporasz, zobaczysz, że ponownie jesteś w stanie odczuwać zadowolenie z życia. Nikt cię nie goni, nie masz obowiązku robić wszystko na raz. Pamiętaj o tym.