Bez sensu.
Nie będę pić wina, bo szkodzi. Nie będę jeść mięsa, bo szkodzi. Nie będę pracować przy komputerze, bo to szkodzi na oczy. Nie będę pracował fizycznie, bo uszkodzę kręgosłup. Nie będę jeździł autem, bo wdycham opary. Nie będę, nie będę, nie będę....
Można tak w nieskończoność, co na pewno nie pomoże wam po prostu żyć. Jeść, pić, pracować trzeba. Mamy warunki i możliwości takie, a nie inne. Oczywiście, że pracownik biurowy może sobie pozwolić na wegetarianizm, ale jakoś nie widzę wegetarianina ciężko pracującego fizycznie.
Ktoś kiedyś powiedział, że wszystko jest dla ludzi, tylko z umiarem. I na pewno nie mam zamiaru stresować się każdym kęsem i każdym łykiem, czy na pewno mi nie zaszkodzi, nie spowoduje raka, niestrawności, refluksu czy innego badziewia.
Powiem więcej nadmierna higiena, wieczna dieta też może zabić. Od czegoś trzeba umrzeć.
Nie zauważyłam też jakoś szczególnie by wegetarianie żyli dłużej niż mięsożercy lub by mniej chorowali na raka. Zdarzają się stulatkowie palący jak smoki. Zdarzają się ludzie, alkoholicy, którzy piją od 30-40 lat i żyją. Ciekawostką przyrodniczą jest też Ozzy Osbourne, który ćpał na umór, chlał na umór i ciągle żyje.
Może więc zamiast zastanawiać się czy alkohol szkodzi, czy leczy, i czy przybliża nas do śmierci czy nie, po prostu będziemy żyć?
PS. Jeśli chodzi o jedzenie, czy picie, to najlepiej słuchać własnego organizmu. Ono najlepiej wie czego potrzebuje. A jeśli zjecie lub wypijecie coś na co nie miało ochoty, to szybko się o tym przekonacie
