Chciałbym odnieść się do głównego tematu : " a co jeśli po drugiej stronie nie ma nic ?
Ja oswoiłem się z ta myślą w wieku mniej więcej siedemnastu lat. Skoro nie ma nic , to nic poza empatią , nie powinno przeszkadzać w życiu na własną rękę . Jedni mają empatię inni nie. Myślę że Dzięki Bogu miałem empatię i nie narobiłem zbyt wielu błędów w tamtym okresie życia, ale znam takich którzy przechodzą do dziś przez życie jak słoń przez skład porcelany, w przekonaniu, że skoro "potem" nie ma nic, to wszystko jest tutaj i trzeba to innym wydrzeć z gardła.
Powiem tak - kiedyś, jako ateista mówiłem że chciałbym aby na moim nagrobku wyryto napis: " Tu leży człowiek" . Uważałem, że na określenie człowiek , trzeba sobie zasłużyć właśnie empatią - i wtedy byłem przekonany, że bez względu na to "nic" po śmierci warto tak postępować. Myślę, że nawet ateiści pewne sprawy potrafią przeczuwać, lub działać dzięki inspiracji.
No i teraz wiem, że nie jest tak łatwo, że potem jest "nic".
