A może to dlatego, że codziennie się za ten spokój modle...
W najspokojniejszym sielankowym, krytym strzechą domu śpi dwoje ludzi. Jeden człowiek się modli, drugi nie. Choć spali obok siebie, mieli tak samo rozwinięte zdolności mediumiczne etc. to jednak jeden spał lepiej od drugiego. Dlaczego?
Ponieważ jeden z nich się modlił. I nieistotne jest, czy się modlił o spokojny sen, czy też "urodzajny deszcz" cytując piosenkę. Modlitwa zawsze daje nam spokój i siłę, a im szczersza i "lepsza" (o wyższe wartości), tym więcej daje nam siły. W rezultacie wcale nie musimy na to patrzeć w kategoriach "w domu jest jakoś przyjemniej, odkąd się modlę", ale również "jakoś lepiej się czuję, odkąd się modlę". Jedno idzie z drugim

w trakcie zwiedzania katedry, ktoś dmuchnął mi w ucho i popchnął dość silnie, choć nie stał przy mnie żaden człowiek...
A kiedy to było względem codziennych modlitw? Przed momentem w którym uczyniłaś modlitwę czymś codziennym, czy też już po?
Jak się czułaś w katedrze? Było Ci słabo, nieprzyjemnie jakoś? Mam na myśli tak odczucia przed, jak i po zdarzeniu.
ciekawe "złudzenia optyczne"
Masz na myśli(...)?
Patrzyłaś się na twarze, a one zmieniały się? Czy też widziałaś coś w rodzaju barwnego światła dookoła postaci, lub przedmiotu?
Jeśli chodzi o "pogodzenie z losem" i brak strachu, a więcej ciekawości... moim zdaniem to jest bardzo dobra wiadomość. Strach pociąga za sobą nieprzyjemne wydarzenia, jak i zmienia nasze postrzeganie na negatywne. Zobaczymy w ciemności to, co "chcemy" zobaczyć, większość z ludzi żyje w ciągłym strachu, niepewności... dlatego widzą w ciemności dziwne i straszne rzeczy. Wystarczy jednak mieć spokój w duszy, by ujrzeć w ciemności... ciemność, lub coś pozytywnego. Tak samo postrzegamy wszystko inne, jednak to ciemność daje nam największe pole do popisu w najkrótszym czasie.
Myśl pozytywnie, nawet czyrak na rzyci jest dobrem! //Wszak nic, ale to absolutnie nic nie dzieje się bez przyczyny... nawet takie bzdury mają swoje bzdurne powody by zaistnieć

Nigdy nie skorzystałam z Waszego zaproszenia na spotkanie i raczej nie skorzystam, choć wydajecie się być bardzo sympatyczni . Nie chce się po prostu rozwijać w tym kierunku, bo z tym co mam obecnie było mi wystarczająco ciężko się ułożyć.
To, co teraz powiem jest moim doświadczeniem sprzed dwóch lat.
Pewna ówcześnie koleżanka, aktualnie przyjaciółka miała problem. Nie wiedziała dlaczego, ale zgłosiła się z tym do mnie, zaczęła mówić prosto z mostu co się dzieje, chociaż ledwie się znaliśmy.
Opowiedziała, że przychodzą Duchy, powiedziała jakie, jak to się zaczęło, że tego nie rozumie... sprawa była o tyle nieprzyjemna, że zdarzało jej się poczuć Ducha, a potem przy zachowaniu pełnej świadomości- stracić władzę nad ciałem na środku przejścia dla pieszych, lub co gorsza- dzikiego przejścia przez tory. Nieufne ze mnie bydle, jednak czułem i widziałem, że mówi prawdę. Swoimi prywatnymi technikami nauczyłem ją to kontrolować na tyle, że nie ma mowy o czymś więcej ze strony Ducha złośliwego, jak po prostu (przepraszam za wyrażenie, brak mi lepszego) upierdliwość.
Mam nadzieję, że Cię nie nastraszyłem, taka sytuacja to coś nieczęstego (znam tylko dwa takie przypadki) i podałem to wyłącznie jako poparcie mojej tezy... czy chcesz tego, czy nie- jedziesz "samochodem". Nie wiesz jak on dokładnie działa. Kiedyś machałaś rękami, zmieniałaś biegi, naciskałaś przypadkowo pedały, kręciłaś kierownicą nie wiedząc co robisz i wpadałaś w poślizgi, skakałaś po krawężniku etc. Teraz już jesteś spokojna, ale nic nie robisz. Z jednej strony nie zrywasz przyczepności, z drugiej- nie panujesz nad sytuacją, nie pogarszasz jej, ale jesteś bierna. Może warto byłoby nauczyć się prowadzić auto w którym już jesteś i zatrzymać je, lub omijać nieprzyjemne wertepy?
To taki aż zanadto obrazowy przykład mojego prywatnego poglądu w tej kwestii. Myślę, że by cokolwiek z tym zrobić (w tym "wygasić" zdolności mediumiczne)- trzeba to najpierw zrozumieć choć w części. Poza wszystkim sprawowanie nad tym jakiejkolwiek kontroli pozwoliłoby Ci nie tylko "spokojniej żyć", ale również pomóc wielu osobom, które (po tej, czy tamtej stronie kurtyny śmierci) wsparcia potrzebują.
No, ale jest to tylko i wyłącznie moje zdanie, ktoś inny może mieć inny pogląd, jak i doświadczenia wskazujące na to, że panowanie nad mediumizmem jest niemożliwe. NIE WYKLUCZAM! W materii panowania nad mediumizmem nie wiem, czy jest wystarczająco dużo dowodów, by stwierdzić, że jest, lub nie jest to możliwe.
jak mogę się upewnić, że to duch a nie moja wyobraźnia? Bo nie umiem tego jeszcze rozpoznać w sytuacjach nocno - sennych , a nie chciałabym niepotrzebnie nikogo fatygować, a to mógł być przecież tylko sen...
Sen jest dość łatwo zidentyfikować, choć jedna anomalia z wymienionych jest dla mnie informacją, że nie mam do czynienia z rzeczywistością:
-moje dłonie wyglądają... dziwnie- z zasady we śnie dłonie są inne niż w rzeczywistości
-zatykam nos i próbuję wciągnąć przez niego powietrze- we śnie nie ma z tym problemów
-"bawię się w supermana", czyli po prostu latanie, lewitacja, telekineza, zmiana kształtów przedmiotów samą myślą
-zadanie sobie pytania "skąd się tu wziąłem". We śnie zwykle się nie budzimy w ramach początku snu, następnie nie jemy w nim śniadania... tylko natychmiast trafiamy w środek akcji.
To takie moje prywatne metody, ale każdy ma pewnie swoje (o ile bywa, że "budzi" się świadomie w śnie). A jeśli chodzi o zasypianie, to jest coś takiego jak hipnagogi (tudzież 'omamy hipnagogiczne'), czyli coś absolutnie normalnego, choć zabawnego. Widzisz, słyszysz, czujesz... dziwne rzeczy, od gwizdu czajnika, przez dzwonek do drzwi, aż po miłą kobietę (lub też mężczyznę, jak kto woli

). Wszystko to ma na celu albo zatracić naszą świadomość we śnie, albo rozbudzić. Ataki są i takie i takie, a cel jeden- ochronić "głębsze" poziomy przed świadomym dotarciem do nich. By dokonać OOBE trzeba przeczekać spokojnie hipnagogi (o ile się pojawią, nie zawsze są), a mało kto się nie zacznie wybudzać słysząc czajnik, telefon, dzwonek do drzwi, albo krzyki "policja, otwierać! Wiemy, że udostępniałeś bandyto napisy do filmów!".
Na określenie, czy coś było hipnagogiem, czy nie chyba nie ma metody, trzeba stosować przybliżenia- jeśli mysląc o gwiżdżącym czajniku nagle go usłyszymy, to najpewniej wcześniej mieliśmy do czynienia z hipnagogiem. A jeśli nie? To dalej nic nie wiemy

Przepraszam za elaborat... i jeszcze dodam jedną rzecz. Nie wiem jak Koleżanki i Koledzy z forum traktują kwestię OOBE, jednak na wszelki wypadek przypominam, że Kardec w "Niebo i piekło" potwierdza mimochodem możliwość eksploracji i oddziaływania na rzeczywistość na zasadzie odpowiadającej OOBE, lub wyjściu do astrala (to nie to samo). W razie wątpliwości służę cytatem
