1Prawda1 pisze:No według mnie tu chodzi o pamięć, którą odzyskuje się poprzez naukę. A jaka to nauka to Platon pisał, z tego co pamiętam to długotrwała i ciężka. Achill ja od czasów, gdy byłem małym chłopcem mam wspomnienia o świecie idei, później oddałem się Bogu bardzo intensywnie, a później miałem okres tej największej filozofii; doznań duchowych, nieśmiertelności, świata idei, przypomnienia.
I pięknie to ująłeś, ja to rozumiem. Miłości nie można się nauczyć, choćby ci tłukło nauki o niej tysiąc filozofów, ją albo się w sobie ma, albo jej nie ma, a przypomnienie o niej jest reakcją na jakiś bodziec i to już od dziecka. Z tego co ja pamiętam tym bodźcem w dzieciństwie może być zaduma nad najmniejszą istotką, kwiatkiem, konikiem polnym, małym ptaszkiem i pochylenie się nasze nad ich losem, bodźcem może być czyjaś uduchowiona opowieść i także ta o Bogu usłyszana na pierwszych lekcjach religii przed Komunią, czy jeszcze wcześniej od rodziców. Potem przechodzimy w okres szukania prawdziwej miłości do drugiego człowieka. Zawód w tej miłości odwraca nasze ukierunkowanie uczuć i chcąc się przed nim uchronić wracamy do miłości czystej i jej dawniejszego pojmowania. Prawdo Ty masz miłość w sobie, chociaż nie piszesz dużo i nie opierasz się na cudzych cytatach, o niej nie nauczasz. Ja mam coś takiego jak "długi nos" akurat w tej sprawie