Witam, nie znalazłam tu takiego tematu, mam nadzieję że się nie powtarza.
Jestem w okresie kwitnięcia, od razu mówię że bezpośrednio nie miałam nigdy do czynienia z tematami spirytystycznymi. W styczniu odczułam ingerencję czegoś w moje życie. Nie umiem i nie będę próbowała nazwać czego. Od tego czasu chwilami miałam jasne poczucie obecności, tego jak to nazwijmy, 'czegoś'.
Jeszcze słówko na mój temat. Jestem wychowywana w rodzinie, oprócz mojej mamy, mocno sceptycznej do spraw spirytystycznych. Samej zdarzało mi się zajmować podobne stanowisko do tego typu spraw. Jednak piszę tu, bo jestem na skraju obłędu. Nie śmiem uwierzyć w to co się dzieje, ale długo zamykając się na tą sprawę nie wytrzymam. Także na dalszą część tematu przyjmę pozycje akceptującą możliwość istnienia tego typu zjawisk.
Pewnej nocy, obudził mnie zimny powiew na policzku, jednak po otworzeniu oczu uczucie nie przestało, a nasiliło się do tego stopnia że jestem w stanie nazwać to dotykiem. Jak gdyby było to oczywistością, a za taką zwykle tego nie uważam, znów miałam pewność czyjejś obecności, tym razem mocno konkretniejszą. Nieświadomie wpadłam w poczucie ekstazy(?), nie z powodu obecności czegokolwiek, bo wtedy o tym nie myślałam. Była to oczywista oczywistość. Czułam przychylność do rozmowy, byłam o krok dalej.
Mój ojciec zmarł gdy miałam 8 miesięcy, także z jego śmiercią (po śmierci) łączą się historie z moim udziałem, ale teraz nie o tym.
Nie jestem przekonana że mógłby być to On, do niczego tak naprawdę nie jestem przekonana. Ale to początek.
Trochę po tym wydarzeniu, zaczęłam wpadać w nieprzyjemne stany, coś na podobieństwo wychodzenia z tego świata? Trwało to bardzo długo, bardzo się też tym męczyłam. Nie wiem czy jestem w stanie opisać to uczucie, ale miałam wrażenie że nie do końca byłam w swoim ciele. W żadnym wypadku nie wiązałam tego z tamtym zdarzeniem, ani zjawiskami spirytystycznymi. Byłam bardziej skłonna stwierdzić u siebie jakiegoś typu chorobę.
Naprawdę trudno mi to opisać, to nie było lekkie uczucie swojej nieobecności, ani marzycielstwo. To naprawdę wyczerpywało mnie psychicznie, gdyż miałam świadomość tego że nie jest to moje prawidłowe funkcjonowanie. Zachodziły we mnie jakieś powolne, ale i potężne zmiany, a ja obserwowałam je głównie ze zmęczeniem ale też ciekawością, choć nie potrafiłam ich nazwać. To co znajdowało się poza mną, nie było realne. Mój dom, moje okolice, moje lekcje, moje rodzeństwo czy moje rozmowy. Na początku codzienne lekcje, zajęcia przywracały mnie rzeczywistości. Z czasem jednak granica zacierała się, odczuwałam czasami jakby gwałtowny spadek i świadomość swojego istnienia. Później znowu miałam wrażenie że zaczynam spać, a to co widzę jest sennym rojeniem.
Mijały miesiące, i choć wydawałoby się że powinno być mi coraz z tym gorzej, można powiedzieć że nauczyłam się z tym żyć.
Ostatni okres jest dla mnie przełomowy. Przez ostatnie sytuacje zaczęłam szukać odpowiedzi. To jest trudniejsze niż przedtem. Targają mną.. nie wiem co mną targa. Nie mogę leżeć, nie mogę siedzieć, jestem tak zmęczona. Coś mnie szuka albo ja szukam czegoś. Czuję nieodpartą potrzebę wejścia gdzie indziej. Nie jest to tak jak wcześniej, już nie czuję że jestem w niewłaściwym miejscu, czuję że już nie jestem na zewnątrz, ale nie jestem w środku. Jestem pomiędzy, to słowo najlepiej oddaję jak się czuję. Pomiędzy. Coś bardzo chce żebym weszła do środka, nie sądzę żebym to była ja, ja chce tylko spać.
Takich rzeczy nie da się ująć w słowa.
Odzywam się tu, bo z dnia na dzień nabieram pewności co do tego że nie jest to nieprawidłowe, ja po prostu jestem w złym miejscu. Proszę o pomoc i kontakt.

