Hej,
od dziecka zawsze miałam takie dziwne uczucie patrząc na zmarłą osobę. Najpierw był to mój ś.p. dziadek. Miałam takie wrażenie, że nad jego ciałem unosi się jego dusza. Nie widziałam jej, nie czułam. Wyłapywałam to po prostu jakimś dziwnym zmysłem. A może to zwykły niepokój i strach? No, ale gdyby tak było to bym nie pomyślała o duszy nad zwłokami.
Podobnie było przy innych wypadkach i z martwymi ludźmi leżącymi gdzieś na drodze czy w szpitalu.
Jednak to uczucie ostatnio mnie zmyliło. Czułam tak widząc mężczyznę na ulicy z krwawiącą głową, razem z krwią coraz bardziej miałam wrażenie, że "ucieka z niego dusza". Okazało się, że na szczęście ten pan przeżył. Czyli co z tą duszą nad ciałami? Możliwe, że uroiłam to sobie a tak na prawdę to tylko zwykły strach?
Jeszcze mam taki problem, bo zawsze mam wrażenie, że człowieka, który umarł (z najróżniejszych powodów) mogłam uratować a tego nie zrobiłam. Nie chodzi o to, że nie reanimowałam go czy coś. Po prostu, żałuję, że tego kogoś nie poznałam i np nie uchroniłam przed samobójstwem (nie odciągnęłam go od tej myśli). Tak samo było z dziadkiem. Umarł śmiercią naturalną, ale bardzo chciałam nim potrząsnąć i miałam nadzieję, że się obudzi. Jednak nie mogłam, bo leżał już w trumnie.
Nie chcę wierzyć w duchy. Wiem, że istnieją, ale nie chcę nic o nich słyszeć, bo się potem boję. Jednak o tej duszy nad ciałem nie mogę przestać myśleć. Nie mogę się pozbyć tego uczucia.
