autor: juniperus » 08 sty 2013, 16:08
Z mojego punktu widzenia wygląda to tak:
Każdy z nas po stracie kogoś bliskiego cierpi, to bardzo naturalne. Jest to dowód na to, że się kogoś bardzo kocha, zatem cierpienie po stracie w pewnym sensie uznać można za coś pozytywnego. Nie jest rzeczą złą rozpamiętywanie, wspominanie, ani płacz. Każdy smutek jest odbierany przez osobę zmarłą, ponieważ wraz ze śmiercią, więzi pomiędzy osobą zmarłą, a żyjącą nie zanikają. Aby nie zatrzymać duszy zmarłego przy sobie, tylko dać spokojnie mu odejść, tam, gdzie powinien, musimy sami mu na to pozwolić. Chodzi bowiem o to, by nie starać się na siłę go przytrzymywać przy sobie, np poprzez histeryczne nawoływanie go w każdej sytuacji, obwinianie go o to, że nas zostawił. To zdecydowanie nie służy duchowi i bardzo burzy jego spokój, nie pozwala się uwolnić od spraw na Ziemi. W jednym z postów opisywałam przykład znanej mi osobiście kobiety, która po śmierci męża ciągle wołała go do siebie. Mając jakikolwiek problem mówiła np. Widzisz Marian zostawiłeś mnie, a ja sama muszę się z tym borykać. Dusza męża nie mogła odejść, wciąż wracała, była bardzo umęczona. Jeżeli chodzi o moje doświadczenia, ja również przez rok wołałam dziadka by mi pomógł w różnych sprawach. Przychodził we śnie, pomagał, wspierał, podsuwał rozwiązania. W którymś jednak momencie zdałam sobie sprawę, że nie daję mu spokoju, że cały czas trzymam go przy sobie, a nie mam do tego prawa. Nie przestałam o nim rozmawiać, ani go wspominać, ale zaniechałam próśb o pomoc. Każda dusza musi żyć dalej, iść własną drogą. Wszyscy musimy pamiętać, że nasze obecne życie jest jak przystanek w długiej drodze. Wcielamy się w ciało, rodzimy by coś zrobić, umieramy opuszczając ciało, by pójść dalej. Mam nadzieję, że troszkę Ci to wyjaśniłam.
Izabela
GG: 42074662
Ulecieć do góry na skrzydłach...