Książkę przeczytałem -tłumacz (nie autor) namawia do kupowania drogich podkoszulków wspomagających aurę oraz

- osobiście wole dobre sf - polecam Kontakt Carla Sagana (film przy książce to jak karp przy rekinie

zwłaszcza że ciekawie opisane są religie new age.
Natomiast co do Księgi Duchów - zastanawia mnie pytanie i odpowiedź 27 - ciekawie opisany jest temat fluidu - w dużym skrócie - Kardec używa terminów takich jak fluid magnetyczny , fluid elektryczny - dla niego fluid jest tym czym dla nas pole elektryczne magnetyczne. Jego rozmówca podaje mu termin fluidu powszechnego z którego wywadza się pozostałe fluidy. 50 lat temu powstała teoria .... dla zainteresowanych polecam wykład
http://www.wiw.pl/fizyka/BoskaCzastka/ - jest genialny ale należy czytać od początku. - czysta nauka;)
Zacytuje kilka informacji:
"Zanim jednak rozstaniemy się z Faradayem, powinniśmy wyjaśnić jego postawę wobec atomów. Pozostawił nam dwa cytaty jak perełki. Pochodzą one z roku 1839:
„Choć zupełnie nie wiemy, czym jest atom, nie możemy się powstrzymać przed stworzeniem pojęcia maleńkiej cząstki, które reprezentowałoby ją wobec umysłu – istnieje bardzo wiele faktów usprawiedliwiających naszą wiarę w to, że atomy materii są w jakiś sposób związane z siłami elektrycznymi, którym zawdzięczają najbardziej uderzające ze swych własności, między innymi powinowactwo chemiczne [przyciąganie między dwoma atomami]”.
Oraz:
„Muszę przyznać, że jestem zazdrosny o termin atom, bo choć bardzo łatwo jest mówić o atomach, to trudno jest ukształtować sobie jasne wyobrażenie na temat ich natury, gdy weźmie się pod uwagę ciała złożone”.
Drugi cytat "
"Linie sił pola magnetycznego, o których mówił Faraday, stanowiły odskocznię do pojęcia pola siły, a jego nadzwyczajna uwaga wyrażona w roku 1832, że oddziaływanie elektromagnetyczne nie przenosi się w sposób natychmiastowy, lecz wymaga wyraźnie określonego czasu, odegrała bardzo ważną rolę w wielkim odkryciu Maxwella.
Sam Maxwell dużą część zasługi przypisywał Faradayowi, podziwiał nawet jego analfabetyzm matematyczny, gdyż dzięki niemu wyrażał on swe idee w „naturalnym, nietechnicznym języku”. Maxwell twierdził, że kierował się głównie chęcią przetłumaczenia poglądów Faradaya dotyczących elektryczności i magnetyzmu na język matematyki. Ale traktat, który powstał, wykraczał daleko poza Faradaya.
Ukazujące się w latach 1860–1865 publikacje Maxwella – wzorce zawiesistej, trudnej, skomplikowanej matematyki (fuj!) – stanowiły zwieńczenie elektrycznego okresu w historii nauki, który rozpoczął się w zamierzchłych czasach znalezieniem bursztynu i magnetytu. W tej ostatecznej formie Maxwell nie tylko dał Faradayowi matematyczny podkład muzyczny (co prawda był to podkład atonalny), ale przy okazji udowodnił istnienie fal elektromagnetycznych, przemieszczających się w przestrzeni ze skończoną prędkością (zgodnie z przewidywaniem Faradaya). Miało to wielkie znaczenie, gdyż wielu współczesnych Faradayowi i Maxwellowi uważało, że siły przekazywane są natychmiastowo. Maxwell określił, jak miałoby działać faradayowskie pole. Faraday wykazał eksperymentalnie, że zmienne pole magnetyczne wytwarza pole elektryczne. Poszukując symetrii i wzajemnej zgodności w równaniach, Maxwell zaproponował sytuację odwrotną: zmienne pole elektryczne wytwarza pole magnetyczne. W ten sposób eksplodowały w równaniach – w notesie Maxwella – pola elektryczne i magnetyczne o zmiennych natężeniach, które – wciąż na papierze – wyruszyły w przestrzeń, oddalając się od swych źródeł z prędkością zależną od rozmaitych wielkości elektrycznych i magnetycznych.
W równaniach tych tkwiła pewna niespodzianka. Była w nich ukryta faktyczna prędkość rozprzestrzeniania się fal elektromagnetycznych, której nie przewidywał Faraday. Podanie tej prędkości było jedną z poważniejszych zasług Maxwella. Ślęczał długo nad swymi równaniami i po podstawieniu rozmaitych eksperymentalnych danych wyszło mu, że prędkość ta wynosi 3 × 108 m/s. Gor luv a duck! – zawołał, albo coś innego, co wołają zaskoczeni Szkoci, bo 3 × 108 m/s to prędkość, z jaką rozchodzi się światło (prędkość tę po raz pierwszy zmierzono parę lat wcześniej). Jak dowiedzieliśmy się od Newtona przy okazji rozpatrywania zagadki dwóch rodzajów mas, w nauce niewiele jest prawdziwych zbiegów okoliczności. Maxwell stwierdził, że światło jest po prostu jedną z postaci fali elektromagnetycznej. Elektryczność nie musi być uwięziona w przewodach; może rozchodzić się w przestrzeni tak jak światło. „Nie możemy nie wyciągnąć wniosku – pisał Maxwell – że światło składa się z fal poprzecznych tego samego ośrodka, który jest przyczyną zjawisk elektrycznych i magnetycznych”. Maxwell zasugerował możliwość doświadczalnego zweryfikowania tej teorii poprzez wytworzenie fal elektromagnetycznych. Pomysł ten pochwycił Heinrich Hertz. Wielka grupa wynalazców – wśród nich znalazł się Guglielmo Marconi – zajęła się tworzeniem drugiej „fali” elektromagnetycznej technologii. Jej owocami są: radio, radar, telewizja, mikrofale i laserowa komunikacja. "
i ostatni długi fragment:
"J
uż wcześniej sugerowałem, że funkcja cząstki Higgsa miałaby polegać na nadawaniu cząstkom masy i przez to – na ukrywaniu prawdziwej symetrii świata. To nowa i dziwaczna koncepcja. Dotychczas – jak się przekonaliśmy, studiując naszą mityczną historię poszukiwań demokrytejskiego atomu – gdy odkrywaliśmy kolejne, coraz głębsze struktury, zbliżaliśmy się do prostoty. Tak więc przeszliśmy od molekuł, przez atomy chemiczne, do jądra i protonu oraz neutronu (i ich licznych greckich krewnych), a wreszcie do kwarków. Na podstawie tego doświadczenia historycznego moglibyśmy się spodziewać, że teraz znów odkryjemy jakichś malców we wnętrzu kwarków, co jest całkiem możliwe. Ale tak naprawdę nie sądzimy, żeby w ten właśnie sposób ujawniła się długo oczekiwana teoria świata. Świat jednak bardziej przypomina kalejdoskop, o czym już wcześniej wspominałem, w którym lusterka przekształcają kilka okruchów kolorowych szkiełek w wielkie mnóstwo pozornie skomplikowanych wzorów. Ostatecznym celem Higgsa (to już nie nauka, lecz filozofia) mogłoby być stworzenie bardziej interesującego, bardziej złożonego świata, jak to sugeruje przypowieść otwierająca ten rozdział.
Nowością jest hipoteza, że cała przestrzeń zawiera pole – pole Higgsa – które przenika próżnię i jest wszędzie jednakowe. Oznacza to, drogi Czytelniku, że kiedy podziwiasz gwiazdy w bezchmurną noc, patrzysz przez pole Higgsa. Pod jego wpływem cząstki stają się masywne. Samo w sobie nie jest to niczym nadzwyczajnym, skoro cząstki mogą zyskiwać energię za sprawą omawianych wcześniej pól (cechowania), pola grawitacyjnego czy elektromagnetycznego. Jeśli wniesiesz kawał ołowiu na szczyt wieży Eiffla, zyskuje on energię potencjalną na skutek zmiany położenia w polu grawitacyjnym Ziemi. Ponieważ E = mc2, ów przyrost energii potencjalnej jest równoważny przyrostowi masy. W danym przykładzie chodzi o wzrost masy układu Ziemia-kawał ołowiu.
W tym miejscu musimy delikatnie wprowadzić skomplikowaną interpretację sędziwego równania Einsteina. Masa, m, tak naprawdę składa się z dwóch części. Jedna z nich to masa spoczynkowa m0. To właśnie tę masę mierzy się w laboratorium, gdy cząstka znajduje się w stanie spoczynku. Drugi rodzaj masy jest nabywany podczas ruchu (dzieje się tak na przykład z protonem w tewatronie) lub za sprawą zwiększania się energii potencjalnej w polu. Podobną dynamikę obserwujemy w jądrze atomowym. Jeśli na przykład rozdzielimy proton i neutron, które razem składają się na jądro deuteru, suma ich mas wzrasta.
Jednak sposób, w jaki pole Higgsa nadaje cząstkom energię potencjalną, różni się pod kilkoma względami od działania innych, lepiej znanych nam pól. Masa, którą cząstki otrzymują od pola Higgsa, to masa spoczynkowa. Najbardziej intrygująca jest możliwość, że cała masa spoczynkowa pochodzi od tego pola. Inna różnica polega na tym, że różne cząstki „wysysają” z pola różną ilość masy. Teoretycy mówią, że rozmaite masy występujące w naszym modelu standardowym stanowią miarę siły sprzęgania się cząstki z polem Higgsa.
Wpływ, jaki Higgs wywiera na masy kwarków i leptonów, przypomina odkrycie Pietera Zeemana z 1896 roku. Mam na myśli rozszczepienie poziomów energetycznych elektronu umieszczonego w polu magnetycznym. Pole (odgrywające metaforyczną rolę Higgsa) łamie symetrię przestrzeni, którą zajmuje elektron. Pod wpływem magnesu jeden poziom energetyczny rozszczepia się na trzy. Poziom A zyskuje energię od pola, poziom B mu ją oddaje, a C wcale się nie zmienia. Oczywiście, wiemy już dokładnie, jak to się dzieje. To całkiem prosty efekt kwantowo-elektromagnetyczny.
Na razie nie wiemy, jakie reguły rządzą wzrostem masy wywoływanym przez Higgsa. Ale nie daje nam spokoju pytanie: dlaczego te masy – masa cząstek W+, W–, Z0, kwarków u, d, c, s, t i b oraz leptonów – nie tworzą żadnego wyraźnego porządku? Masy te wynoszą od 0,0005 GeV w przypadku elektronu do ponad 91 GeV w przypadku kwarka t.* Należy przypomnieć, że ta dziwaczna koncepcja – pola Higgsa – została z wielkim powodzeniem zastosowana przy formułowaniu teorii oddziaływania elektrosłabego. Wtedy zaproponowano Higgsa jako środek pozwalający na ukrycie jedności oddziaływania elektromagnetycznego i słabego. W stanie jedności istnieją cztery pozbawione masy cząstki – W+, W–, Z0 i foton – które przenoszą oddziaływanie elektrosłabe. Pojawia się pole Higgsa i – presto! – cząstki W oraz Z wsysają esencję Higgsa i robią się ciężkie. Foton pozostaje nie zmieniony. Oddziaływanie elektrosłabe rozpada się na słabe (słabe, bo cząstki je przenoszące są tak ciężkie) i elektromagnetyczne, którego własności są określone przez pozbawiony masy foton. Symetria spontanicznie ulega złamaniu – mówią teoretycy. Ja wolę stwierdzenie, że Higgs ukrywa symetrię przez swą moc nadawania masy. Masy cząstek W i Z zostały dokładnie przewidziane przez teorię oddziaływania elektrosłabego. A odprężone uśmiechy na twarzach teoretyków mówią nam, że 't Hooft i Veltman wykazali, iż cała ta teoria jest wolna od nieskończoności.
Zatrzymuję się tak długo nad problemem masy, bo towarzyszył mi on przez cały czas mojej pracy zawodowej. W latach czterdziestych zagadnienie zdawało się być dobrze określone. Mieliśmy dwie cząstki, które ilustrowały zagadkę masy. Elektron i mion wydawały się pod każdym względem takie same, z tym że mion jest dwieście razy cięższy od swego chuderlawego kuzyna. Fakt, że są to leptony, które ignorują oddziaływanie silne, czynił całe zagadnienie jeszcze bardziej intrygującym. Problem ten nie dawał mi spokoju i mion został moim ulubionym obiektem badań. Chciałem znaleźć jakąś różnicę w zachowaniu mionów i elektronów, która mogłaby stanowić wskazówkę pozwalającą wyjaśnić różnicę ich mas.
Jądro czasem chwyta elektron, wskutek czego powstaje neutrino i wzbudzone jądro. Czy to samo może się przydarzyć mionowi? Badaliśmy proces wychwytywania mionów i proszę – to samo! Wysokoenergetyczna wiązka elektronów rozprasza się na protonach. (Tę reakcję badano na Uniwersytecie Stanforda). Przeprowadziliśmy tę samą reakcję w Brookhaven, używając mionów. Zanotowaliśmy niewielką różnicę, która zwodziła nas przez lata, ale nic z tego nie wyniknęło. Odkryliśmy nawet, że elektron i mion mają oddzielnych partnerów – neutrina. Omawiałem już superprecyzyjny eksperyment „g minus 2”, w którym zmierzony został moment magnetyczny mionu i porównany z momentem magnetycznym elektronu. Wyjąwszy efekt wynikający z różnicy masy, są one jednakowe.
Wszystkie wysiłki mające na celu znalezienie wskazówki wyjaśniającej pochodzenie masy spełzały na niczym. W pewnym momencie Feynman napisał swą słynną rozprawę Dlaczego mion waży? Teraz przynajmniej mamy częściową – w żadnym razie nie kompletną – odpowiedź. Słychać stentorowy głos: „To Higgs!” Przez pięćdziesiąt lat głowiliśmy się nad zagadką pochodzenia masy, a teraz pole Higgsa ukazuje nam problem w nowym świetle. Teraz już nie chodzi tylko o mion, Higgs stanowi wspólne źródło wszelkich mas. Nowe pytanie Feynmana mogłoby brzmieć: Jak pole Higgsa determinuje najwyraźniej pozbawioną porządku sekwencję mas nadawanych cząstkom materii?
Zmienność masy w zależności od rodzaju ruchu, zależność masy od konfiguracji układu oraz to, że niektóre cząstki – foton na pewno, przypuszczalnie także neutrino – mają zerową masę, wszystkie te czynniki razem wzięte podają w wątpliwość pojęcie masy jako fundamentalnej cechy materii. Musimy też przypomnieć sobie o problemach z obliczeniami, w których wychodziła nieskończona masa i których nigdy nie rozwiązaliśmy, tylko pozbyliśmy się kłopotu poprzez renormalizację. Mając to wszystko na uwadze, stawiamy czoło problemowi kwarków, leptonów i nośników oddziaływania, które różnią się masami. W tej sytuacji hipoteza dotycząca Higgsa – że masa nie jest fundamentalną własnością cząstek, lecz nabytą poprzez oddziaływanie ze swym otoczeniem – daje się łatwiej obronić. Koncepcja mówiąca, że masa nie jest fundamentalną własnością materii, jak ładunek czy spin, staje się jeszcze bardziej wiarygodna w świetle idyllicznej wizji kwarków i leptonów zupełnie pozbawionych masy. W takiej sytuacji wszystkie cząstki byłyby podporządkowane zadowalającej symetrii, symetrii chiralnej, w której spiny cząstek są niezmiennie związane z ich kierunkiem ruchu. Ale Higgs ukrywa tę idyllę. " - cytaty z
Pytanie brzmi tak - Kardec na pewno znał prace Faradaya - czy Maxwella - raczej nie (Ksiega powstała w 1857) natomiast cytat z księgi - odpowiedź na pytanie 27 (zwłaszcza wyrwany kawałek " bez tego fluidu materia nie miał by właściwośći jakie nadaje siła ciążenia) każę się zastanowić. Idąc dalej albo Kardec i medium jeśli oszukiwali pisząc księgę opisali pole higgsa (ciągle teoretyczne ale akcelerator w Cern-ie już działa

- łud szczęścia albo duchy przekazały bardzo dużo a Kardek nie zrozumiał przekazu. Po tym wykładzie można sie zastanawiać nad kolejnymi pytaniami z tego rozdziału.
Zycze miłej lektury - jak chcecie mrzemy poprowadzić dyskusje nad Księga Duchów -pseudonaukową ale moze owocną