Strona 1 z 2

Klin pomiędzy moimi planami a przeczuciem

Post: 17 cze 2011, 12:58
autor: 000Lukas000
No i świetnie, po przeczytaniu 3 rozdziału Nieba i Piekła znów oberwałem klinem.

Czytam aż poczytałem że:

Rozum podpowiada, po stronie której z nich leży prawda. Biorąc pod uwagę obie, niech każdy w swym sumieniu odniesie je do swych aspiracji, a jego wewnętrzny głos mu odpowie.
Aspirację bowiem są głosem Boga, który nie mógł by wprowadzać ludzi w błąd"

Jak na razie mnie ze swoim wewnętrznym przeczuciem, aspiracją można zobrazować mniej więcej tak.

Ktoś mnie obwiązał i ciągnie tam gdzie obaj wiemy że się najlepiej wpasuje podczas gdy ja hardo biorę linę którą jestem obwiązany i z całych sił zapierając się nogami ciągnę ją w drugą stronę bo ja chce inaczej.

Wczoraj jeszcze koleżanka mówi Łukasz podobno masz plany ***.
Tak, cały czas mnie ciągnie ale jeszcze się trzymam.

Oczywiście cały czas sobie wmawiam że to moja podświadomość i jej głupie założenia


Ale co wy byście zrobili w takiej sytuacji, ciągnęlibyście linę czy posłusznie poszli.

A może ja źle zrozumiałem i wewnętrzne pragnienie nie koniecznie musi być wolą Boga albo naszym założonym zadaniem, może jednak może to być podświadomość?

Re: Klin pomiędzy moimi planami a przeczuciem

Post: 17 cze 2011, 13:36
autor: 000Lukas000
Jeżeli odpowiecie co myślicie to wam opiszę całość, bo jest to sprawa trochę niecodzienna, i nie chce by wpłynęła na waszą opinię.
Jest to dla mnie ważne bo tyczy się wszystkiego co można nazwać życiem, wymaga wyrzeczenia się wielu rzeczy.
Ale zawsze staram się żartobliwie podchodzić do wszystkiego, nawet jeżeli jestem w desperacji.
Taki już jestem, jak mi się wszystko wali na głowę to zawsze mam napad śmiechu.

Re: Klin pomiędzy moimi planami a przeczuciem

Post: 17 cze 2011, 13:45
autor: animus
Co dla Ciebie najlepsze Pytku Drogi, to już tylko Ty wiesz najlepiej.:) Nie czytałam książki, którą teraz czytasz. Może będzie mi dane, kto wie? Skoro tak czytać lubisz, to dla równowagi później, może sobie zapodasz "Mądrość piasków" Osho? :D Pozycja może nie stricte spirytystyczna, ale na pewno dla młodych ludzi i dla myślących i dla badaczy i dla poznających (czytaj otwartych) inne punkty widzenia i generalnie do polecenia. Tam być może jest inspiracja własnie dla Ciebie Lucasie?
Pozdrawiam!:)
m.

Re: Klin pomiędzy moimi planami a przeczuciem

Post: 17 cze 2011, 13:45
autor: animus
Wal śmiało Bracie!:)
Przepraszam za literówkę, bo oczywista, że Lukasie.:)
m.

Re: Klin pomiędzy moimi planami a przeczuciem

Post: 17 cze 2011, 13:48
autor: Voldo
Po pierwsze cytat wyrwany, więc i mało mówi.
Która to strona?

Po drugie - co ja bym zrobił...
Gdybym wiedział, że tam, gdzie pójdę będzie lepiej, to bym zapewne poszedł.
Chociaż, gdyby ktoś mi powiedział "idź do Warszawy, tam będzie lepiej niż we Wrocławiu" to bym nie poszedł. Bo tu rodzina, bo tu ukochane miasto.

My sobie planujemy wcielenie. Czy wykonamy wszystko co zaplanowaliśmy - to już inna bajka.

W ogóle nie wiem czy piszę na temat czy nie, bo jakoś nie rozumiem do końca tego, o co pytasz...

Re: Klin pomiędzy moimi planami a przeczuciem

Post: 17 cze 2011, 14:03
autor: animus
Warszawa, Wrocław, Pacanów, jakie to ma właściwie znaczenie? Tam jest teraz najlepiej, gdzie teraz Jesteś Ty, bo nie ma przypadków (co potwierdza zresztą nawet sam Konrad, o!)! :lol:

Pozdrawiam serdecznie!:)
m.

Re: Klin pomiędzy moimi planami a przeczuciem

Post: 17 cze 2011, 14:24
autor: 000Lukas000
jest to w 3 rozdziale "niebo" w jego końcówce.

Dobra, tylko trzymajcie się krzeseł byście się nie poobijali.


Jak zapewne wiecie z mojego powitania w waszym gronie od zawsze poszukiwałem Boga i Prawdy wyższej.

Ale oprócz tego jestem człowiekiem który ma wiele błędów, niektórych nabawiłem się jako nieświadome dziecko.

Po za tymi moimi błędami to mogę powiedzieć tyle że do kościoła katolickiego ani innego od dawna nie chodzę, spowiedź to też była dawno a komunia to nie pamiętam kiedy.
I jeszcze moje poglądy na sprawy duchowe.
Ogólnie, żaden ze mnie katolik.


Jednak w młodości wielokrotnie ciągnęło mnie do kapłaństwa.
Śniły mi się nawet sny na ten temat.

1 z nich mówił o pewnym skarbie którego szukałem a widziałem jak spadał w pewne miejsce nad naszą rzeczką solą.
Nie znalazłem go i zająłem się własnym życiem, jednak w pewnym momencie gdy pewni ludzie ciągnęli mnie od chyba dyskoteki zobaczyłem właśnie ten skarb na ołtarzu za którym stał nie ksiądz (a myślałem o seminarium) a jakiś brat.
Nasze twarze się spotkały i mnie oświeciło, obudziłem się.

2 Jest wojna, jakaś łuna chyba od wybuchu zbliża się do nas, wszyscy uciekają pakują się, a ja sobie leże i czekam na śmierć, w tym momencie pojawił się kapłan i dał mi do zrozumienia że mam wstać i się ratować bo mam misję, mam działać dla ludzi.
Nic nie mówił ale też to było coś w rodzaju oświecenia.

3. był ale nie pamiętam już jego treści, wiem że był w nim ktoś pokroju anioła i coś mi mówił.

później porwało mnie życie więc i te sprawy znikneły.
Tak się dzieje w wieku młodzieżowym to nie wraca, podobno.

Jednak mam 21 lat i powrót, bardzo mocna tęsknota i zrozumienie że powinienem iść do braci pomagających ludziom, że tam jest moje miejsce i że tam pokonam też swoje wady.

Wyrażają się moje uczucia właśnie aspiracjami ale przede wszystkim dziwnym rodzajem magnetyzmu, coś mnie tam ciągnie, po za tym czuje że tam mógł bym dać z siebie ludziom 300%. Czuje to tamtego życia ogromną tęsknotę, nie wiem dlaczego.
wiem że tam zdołałbym najwięcej zrobić.

Jednak z drugiej strony mam trudną sytuację, jak opisałem nie jestem pierwszorzędnym katolikiem, mam swoje przyjemności, a moja matka ma trudną sytuację, jest zadłużona, sama sobie nie poradzi.
Są jeszcze dwaj bracia ale mają własne rodziny, dodatkowo opiekuje się z nią jeszcze ojcem niepełnosprawnym, a i ona ma ogromne problemy z kręgosłupem, możliwe że trafi w późniejszym czasie na wózek inwalidzki.
Co do braci, mojej decyzji nie zaakceptują, ale może by i pomogli matce.

Dlatego możecie sobie wyobrazić jaki jestem rozdarty, z jednej strony silne poczucie że tam powinienem być z drugiej sytuacja.
Musiał bym wyrzec się wszystkiego co chce, oddać swoje życie przynajmniej to tu na ziemi na rzecz innych ludzi.
Serce ogromnie mnie nieraz boli z powodu tego rozdarcia.

Staram się to ignorować, nie myśleć o tym.

i udawało się.

Jednak pewnej nocy obudziłem się z takim ogromnym przeczuciem że powinienem tam iść, że powinienem wstąpić do klasztoru i oddać się służeniu ludziom że przez godzinę nie mogłem dojść do siebie, tylko chodziłem w tę i z powrotem.
Byłem tak zdeterminowany że gdyby ktoś mi zaproponował złożenie ślubów wieczystych zrobił bym to bez zająknięcia.

Ostudziłem w sobie jednak te emocje, choć co pewien czas są nawroty.

Sami widzicie jaka niedorzeczna sytuacja, i co wy byście zrobili, poświęcili byście temu wszystko, jeżeli taka wola Boga postąpilibyście zgodnie z nią.
A może to tylko moja podświadomość, jeżeli tak ma kiepskie poczucie humoru.

Zresztą nie wiem dlaczego ma coś takiego ktoś taki jak ja, chyba ktoś pomylił adres:(

Re: Klin pomiędzy moimi planami a przeczuciem

Post: 17 cze 2011, 15:00
autor: konrad
Wszelkie nasze przeczucia mogą wynikać z kilku rzeczy i naszym zadaniem jest je rozpoznać.
1) Może to być wspomnienie poprzedniego życia
2) Może to być wspomnienie naszych postanowień na obecne życie
3) Może to być podszept jakiegoś ducha, który ma mało wspólnego z dwoma powyższymi przypadkami

Punkt 3) ma miejsce najczęściej, gdy chodzi o coś błahego o małej intensywności. U Ciebie raczej spodziewam się, że chodzi o punkt 1). Nie sądzę bowiem, żebyś sobie postanowił przed wcieleniem, że zamkniesz się w klasztorze zamiast pomagać bliskim, którzy jak piszesz Twojej pomocy potrzebują. Nasze postanowienia zawsze są właściwe, dyskutowane z duchowymi opiekunami i mają na celu nasz rozwój.

Wspomnienia z poprzednich wcieleń są jednak czasami bardzo silne... Ludzie są wzywani w miejsca, gdzie było im dobrze, do ludzi, z którymi dzielili się radościami. Czasem to coś dobrego, czasem złego.

Myślę, że w Twojej sytuacji zrobiłbym zwykłe porównanie korzyści i problemów, które przyniesie Ci każdy wybór. Z jednej strony masz wspaniały cel służenia ludziom jako zakonnik czy kapłan, ale musisz zadać sobie pytanie, na czym taka pomoc miałaby polegać. Czy będzie miała ona jakąś wartość, jeśli z powodu tego wyboru będzie cierpieć Twoja rodzina (jak pisałeś, musisz zajmować się mamą itp.) Być może korzyści będą jednak większe, gdy zdecydujesz się na życie zakonne... Wybór jest Twój. Nie zawsze jest on łatwy, bo najczęściej jesteśmy w sytuacji, gdy każdy z naszych wyborów kogoś może skrzywdzić...

Re: Klin pomiędzy moimi planami a przeczuciem

Post: 17 cze 2011, 15:08
autor: 000Lukas000
Jeżeli bym poszedł to tylko do takiego który wychodzi do ludzi i im pomaga, nie do ludzi którzy zamykają się w czterech ścianach i prowadzą nieproduktywne życie.
Może rzeczywiście to coś z poprzedniego wcielenia.

Re: Klin pomiędzy moimi planami a przeczuciem

Post: 17 cze 2011, 15:16
autor: 000Lukas000
Jednak pewnej nocy obudziłem się z takim ogromnym przeczuciem że powinienem tam iść, że powinienem wstąpić do klasztoru i oddać się służeniu ludziom że przez godzinę nie mogłem dojść do siebie, tylko chodziłem w tę i z powrotem.
Byłem tak zdeterminowany że gdyby ktoś mi zaproponował złożenie ślubów wieczystych zrobił bym to bez zająknięcia.


Najbardziej mnie intryguje jednak to zdarzenie, w dziełach kardeca pisze że duchy czesto kontaktują się z nami we śnie, a w tym akurat dniu nie myslałem o tym ani troche, odrzuciłem tą alternatywę a jak poszlem spać to rano miałem takie przeczucie.
Może jakiś dawny przełożony mnie pogonił