Strona 1 z 8

Granice obrony własnej

Post: 26 kwie 2015, 19:05
autor: Hansel
Gdzie je jest granica kiedy możemy się brocic przed wymiezoną w nas agresją fizyczną i psychiczną i jak powinniśmy się w ogóle przed nią bronić ?

Re: Granice obrony własnej

Post: 26 kwie 2015, 23:25
autor: Xsenia
Ciężko powiedzieć, bo granica pomiędzy samoobroną a przemocą jest bardzo cienka i łatwo ją przekroczyć. Sam musisz poszukać tej granicy.

Re: Granice obrony własnej

Post: 03 cze 2015, 07:25
autor: Hansel
To znaczy jak najlepiej sobie radzić z takimi ludzmi któży są zatwardziałymi egoistami w ogóle nie liczą się z innymi ludzmi i nie przemawiają do nich żadne rozumowe argumenty ?

Re: Granice obrony własnej

Post: 03 cze 2015, 07:34
autor: Xsenia
Unikać, ignorować, nie przejmować się. Oni też mają prawo żyć. A ty Hansel żyj tak by to twoje sumienie było spokojne. I nie próbuj zmieniać innych, bo to się nie uda, a tylko cię wykończy.

Re: Granice obrony własnej

Post: 03 cze 2015, 07:35
autor: Hansel
Ale co w sytułacj kiedy ktoś taki usiłuje nam wejść na głowę ?

Re: Granice obrony własnej

Post: 03 cze 2015, 07:50
autor: Xsenia
Stanowczo powiedzieć żeby odpuścił, bo ciebie to nie interesuje i zacząć ignorować. Wiem, że to trudne.

Re: Granice obrony własnej

Post: 03 cze 2015, 11:53
autor: gaba75
Granice są jak najbardziej i nie przekroczysz granicy jeśli się obronisz przed złem Hansel. Ktoś kto robi coś przeciw Twojemu zdrowiu, lub życiu, jest złym człowiekiem. Po to nam Bóg podarował mechanizm obronny, byśmy się bronili przed złym, ale nie jest to przekroczeniem granicy. Nazywamy to mechanizmem obronnym,który dostaliśmy w prezencie od Boga. Tak samo jest z organizmem, jesli narzucimy tempo pracy, bądź jedzenia do granicy wytrzymałości, to nasz organizm też się broni,prawda? WIęc nie fanzolcie, że nie mamy prawa się bronić i przekroczyć granicę w obronie własnej.

A świat należy zbawiać, i nie ma w tym nic złego, ze ktoś próbuje innym pokazać, że np złe są uzależnienia wszelkiego rodzaju, ze zła jest przemoc wszelkiego rodzaju, ze należy bazować na rozmowie na empatii, i wreszcie na miłości do bliźniego. Bo kochaj bliźniego swego jak siebie samego.

Ale żeby kochać należy robić to sprawiedliwie. I jeśli ktoś Cię chce zabić obroń się, bo masz do tego prawo, by obronić swe życie, bo tylko Bóg może Ci je odebrać, a człowiek który chce komuś odebrać życie nie jest Bogiem ani nie ma prawa się upodabniać do niego.

Tak więc Jak Kuba Bogu tak Bóg Kubie. I życzę wszystkim, by bazowali na poszanowaniu człowieka.

Re: Granice obrony własnej

Post: 05 cze 2015, 22:23
autor: Luperci Faviani
Hansel pisze:Gdzie je jest granica kiedy możemy się brocic przed wymiezoną w nas agresją fizyczną i psychiczną i jak powinniśmy się w ogóle przed nią bronić ?

Osoba broniąca się nie powinna mieć intencji skrzywdzenia przeciwnika.

Re: Granice obrony własnej

Post: 06 cze 2015, 13:18
autor: Obserwator
Jeśli mogę rozszerzyć ten temat dyskusji...

Mnie zastanawia kwestia obrony własnej ale w przypadku kiedy doszłoby do wojny. Załóżmy czysto teoretycznie, że jakieś obce państwo napada na nasz kraj. Wiadomo co się z tym wiąże. Przemoc i zabójstwa. Niech za analogię posłuży nam Druga Wojna Światowa. Jak zachować się w takiej sytuacji ? Walczyć i zabijać w obronie swojej rodziny i bliskich, czy biernie poddać się przemocy.

Jako spirytysta powinienem znosić cierpliwie to co mnie spotyka, ale czy nie jest to tolerowaniem zła ? Co jest większym złem ? Zabijanie wroga (czyli innego człowieka wcielonego do armii i wysłanego na front) czy tolerowanie zła (czystek etnicznych, ludobójstwa) które przyniesie z sobą okupacja.

Re: Granice obrony własnej

Post: 08 cze 2015, 07:31
autor: Xsenia
Obserwator pisze:Jako spirytysta powinienem znosić cierpliwie to co mnie spotyka, ale czy nie jest to tolerowaniem zła ? Co jest większym złem ? Zabijanie wroga (czyli innego człowieka wcielonego do armii i wysłanego na front) czy tolerowanie zła (czystek etnicznych, ludobójstwa) które przyniesie z sobą okupacja.

Dobre pytania Obserwatorze.
Wydaje mi się, że w przypadku wojny albo innego zdarzenia, w którym ktoś ginie, chodzi przede wszystkim o intencje, a nie o sam czyn. W przypadku wojny, nie chcesz zabić, ale chcąc ochronić rodzinę jesteś do tego zmuszony. W takim przypadku zabijasz nie dlatego, że lubisz, ale dlatego, że sytuacja cię do tego zmusza. Wydaje mi się, że w przypadku wojny bierne poddanie się złu, pójście spokojnie, jak owce, na rzeź jest gorsze od zbrojnej walki i zabicie iluś osób.
II wojna światowa mogłaby wyglądać całkowicie inaczej gdyby znalazło się więcej ludzi skorych do obrony siebie i swojej rodziny, i ludzi, którzy w tej obronie nie baliby się zginąć. A tak, całe transporty ludzi poszły do gazu. Ileś milionów zostało zabite przez kilkudziesięciu ludzi. Gdyby np. w Oświęcimiu wybuchł porządny bunt, to obozowicze roznieśliby cały ten obóz w pył i żaden żołnierz z karabinem nie byłby w stanie przeciwstawić się temu. Wielu by zginęło, ale i bardzo wielu by się uratowało.

To samo dzieje się dziś. Nie pojmuję dlaczego Ukraina nie rozprawia się z separatystami, którzy to podobno nie są rosyjskimi żołnierzami. Jeśli nie są rosyjskimi żołnierzami, to są terrorystami i należałoby ich wyeliminować, a nie bać się, że Rosja się ruszy.
To samo się dzieje w Afryce. Tyle ludzi stamtąd ucieka. Tyle ludzi topi się w morzu Śródziemnym by tylko wydostać się z Afryki. I po co? Nie lepiej próbować zmienić coś na własnym terenie? Co za różnica czy ginie się próbując obronić własny dom, czy topiąc się w morzu czy też żyjąc jak nędzarz w "bogatym" kraju? Jaka różnica czy umrze się walcząc, czy umrze od zarazy, które wybuchają w ośrodkach dla emigrantów? Uciekając nie mają gwarancji, że przeżyją, a w większości przypadków trafiając do "bogatszych" krajów są traktowani gorzej niż śmiecie. Nie pojmuję tego. :cry: