Until we meet again...

Czyli wasze trudności życiowe, problemy z rodziną, przyjaciółmi i skomplikowane sytuacje. Nie wiesz, jak sobie poradzić? Napisz...

Re: Until we meet again...

Postautor: Pablo diaz » 28 paź 2015, 19:31

Kiedy umiera nienarodzone dziecko , to znaczy,że jest to dusza,która zdecydowała się pracować dla innych i jest to próba dla rodziców.Jest to lekcja,abyście rozwijali się duchowo.Ta trudna dla Ciebie i Twojego męża
sytuacja została przez was wcześniej zaplanowana po to ,aby coś ważnego nauczyć się dzięki temu zdarzeniu.Nikt nie jest w stanie powiedzieć ,co to za lekcja,to zależy od danej osoby i jej historii poprzednich żyć.Dla Ciebie i Twojego męża ta
lekcja właśnie się zaczęła ,będziecie teraz wzrastać duchowo.Piszesz,że nic Ci się nie śni,jest to normalne.Kiedy
cierpimy po stracie dziecka,duch dziecka,nie chce przedstawiać się w snach,aby nie zaburzać jeszcze bardziej
Twojego życia.Twoje dziecko dobrze wie,że gdyby przedstawiło się we śnie,to po przebudzeniu poczułabyś się jeszcze bardziej
przygnębiona,więc robi to dla Twojego dobra.
Jeśli jest Ci bardzo ciężko z powodu takiego zdarzenia ,to wiedz ,że duchy nie zostawiają nas samych ,możesz z nim porozmawiać powiedzieć ,co cię dręczy,co czujesz ,ulżyj sobie w rozmowie,dzieciątko na pewno ciebie wysłucha.
Sercem Ewangelii jest miłość,a duchem spirytyzmu miłosierdzie.
Awatar użytkownika
Pablo diaz
spirytysta
spirytysta
 
Posty: 1550
Rejestracja: 09 kwie 2012, 10:20
Lokalizacja: kołobrzeg

Re: Until we meet again...

Postautor: Magdatella » 28 paź 2015, 20:14

Pablo praktycznie polykalam kazde slowo z Twojego postu, zachlannie kazda litere!
Ja i maz przechodzimy to zupelnie inaczej, on znalazl ukojenie i spokoj w wierze, sam przyznal,ze nasza strata przyblizyla go do Boga i nauczyla byc bardziej pokornym. Ja chyba w tej chwili jestem zbyt zla na wszystko i wszystkich aby znalezc ukojenie w wierze - zreszta nigdy nie bylam szczegolnie religijna.
Czuje sie niesamowicie winna tej straty choc nie sadze aby to byla moja wina. Generalnie czuje sie winna za wszystko, za kazda czulosc jaka okaze mojemu pierworodnemu bo mam wrazenie,ze maly nas "obserwuje" i on nigdy nie zazna mojej troski, gilgotek, skradzionych calusow, wyglupow pod stolem. Tak wiem jestem swoim wlasnym katem.
Magdatella
 
Posty: 20
Rejestracja: 27 paź 2015, 21:47

Re: Until we meet again...

Postautor: Xsenia » 29 paź 2015, 09:53

Magdatella pisze:Czuje sie niesamowicie winna tej straty choc nie sadze aby to byla moja wina.

Wygląda na to, że rzeczywiście nie zrobiłaś w tym życiu nic co by miało zaszkodzić twojemu dziecku. Coraz bardziej się przekonuję, że to karma z poprzedniego życia, bo to odczuwanie winy nie jest adekwatne do tego co się naprawdę stało.
Wyznaję zasadę Sokratesa - "wiem, że nic nie wiem". :)
Awatar użytkownika
Xsenia
Moderator forum.
 
Posty: 3188
Rejestracja: 08 lis 2013, 22:07
Lokalizacja: Sosnowiec

Re: Until we meet again...

Postautor: Magdatella » 29 paź 2015, 14:46

Xsenia wiec sadzisz ze odpokutuje grzechy poprzedniego wcielenia?
To bylo tak dziwne uczucie, sama sie zlapalam ze jestem nad nim pochylona i go przepraszam, jak mantra powtarzalam ze go przepraszam. Nie do konca to rozumialam bo w koncu prowadzilam zdrowy tryb zycia podczas ciazy, chodzilam do lekarzy, bralam witaminy i nie narazalam sie na zadne niebezpieczenstwa. Bardziej plakalam z tego poczucia winy niz z faktu,ze maly odszedl.
Hmmm chyba zaczynam dzieki Wam i Waszym postom widziec tzw "wiekszy obraz", dziekuje!
Magdatella
 
Posty: 20
Rejestracja: 27 paź 2015, 21:47

Re: Until we meet again...

Postautor: Krzysztoff » 29 paź 2015, 17:30

Magdatella pisze:Xsenia wiec sadzisz ze odpokutuje grzechy poprzedniego wcielenia?


Nie przywiązywał bym się do takiego stwierdzenia, że jest to kara za grzechy, raczej jest to pewna lekcja - lekcja straty, braku, która ma nas czegoś nauczyć.
Taka lekcja jest bardzo indywidualna ale może to być np. nauka docenia relacji międzyludzkich, głębszego spojrzenia na życie i jego duchową stronę, wykorzystywania wszystkich wspólnych chwil, nauka bycia dobrym itd. Z punktu widzenia nieśmiertelnego ducha i jego ciągłego rozwoju - takie wydarzenia mają głęboki sens w końcu zaplanowałaś to sama ze swoim duchowym przewodnikiem oraz swoim maleństwem.

Czujesz się winna, bo generalnie przy wypadkach losowych ludzie czują się winni pomimo tego że racjonalny umysł ma świadomość że nie mieliśmy wpływu na wydarzenie , to mimo wszystko w umyśle kołaczą się myśli "a może gdybym czegoś nie zrobiła" , "a gdybym wcześniej ... " itd. Niestety , wydaje nam się czasami że kontrolujemy w pełni to co się dzieje wokół ale rzeczywistość w pewnych momentach nam udowadnia że tak nie jest.

Warto myślę poradzić się psychologa jak radzić sobie z takim poczuciem winy, warto poczytać o reinkarnacji (badaniach Stevensona i Tuckera) , o tym jak inni sobie radzili w bardzo ciężkich sytuacjach żeby móc spojrzeć na to wszystko z szerszej perspektywy
http://www.portal.spirytyzm.pl/matki-chico-xaviera-2/
Krzysztoff
Moderator forum
Moderator forum
 
Posty: 2787
Rejestracja: 05 sty 2012, 21:52
Lokalizacja: Wrocław

Re: Until we meet again...

Postautor: Magdatella » 29 paź 2015, 17:44

Gorzka pilgulka do przelkniecia,ze zaplanowalam to z moim przewodnikiem duchowym i malenstwem. Ma to sens, ale zaskakuje,ze ktokolwiek dobrowolnie wybiera sobie taka sciezke zycia.
Dziekuje za link, pomogl i to nawet bardzo. Moze i mi dane bedzie jak tym matkom dostac wiadomosc/przekaz od mojego malego - nadzieja umiera ostatnia.
Magdatella
 
Posty: 20
Rejestracja: 27 paź 2015, 21:47

Re: Until we meet again...

Postautor: Xsenia » 29 paź 2015, 18:03

Krzysztoff pisze:w końcu zaplanowałaś to sama ze swoim duchowym przewodnikiem oraz swoim maleństwem.

Magdatella to tylko jeden punkt widzenia. Nie wszyscy go popierają. Ja np. uważam, że nie ustalamy wcześniej naszego życia, bo ono jest tak zależne od naszych decyzji, że nie sposób przewidzieć wszystkich możliwych rozwiązań. Np. gdybyś przeszła ulicą 5 minut później, to nie spotkałabyś swojego przyszłego męża, a nawet jeśli go spotkałaś, to mogłaś się nie zdecydować na ślub, czy w takich sytuacjach zaszłabyś w ciążę?
Dla mnie priorytetem jest nasza wolna wola. A prawo wolnej woli przeczy teorii wcześniejszego ustalania planu naszego życia. Ponieważ plan życia z góry eliminuje możliwość sterowania naszymi decyzjami. Dlatego zdanie, że zaplanowałaś to z duchowym opiekunem i maleństwem, to zdanie Krzysztofa i może jeszcze kilku innych, ale na pewno nie wszystkich tutaj.

Bóg nas różnie doświadcza. I tylko od nas zależy jak sobie poradzimy z daną sytuacją. A od tego jak ty sobie poradzisz zależy twój późniejszy rozwój duchowy. To ciężka próba, ale pamiętaj, Bóg nie zsyła na nas niczego z czym byśmy sobie nie poradzili. Ja trzymam za ciebie kciuki i ściskam na odległość.
Wyznaję zasadę Sokratesa - "wiem, że nic nie wiem". :)
Awatar użytkownika
Xsenia
Moderator forum.
 
Posty: 3188
Rejestracja: 08 lis 2013, 22:07
Lokalizacja: Sosnowiec

Re: Until we meet again...

Postautor: Magdatella » 29 paź 2015, 20:00

[quote="

Bóg nas różnie doświadcza. I tylko od nas zależy jak sobie poradzimy z daną sytuacją. A od tego jak ty sobie poradzisz zależy twój późniejszy rozwój duchowy. To ciężka próba, ale pamiętaj, Bóg nie zsyła na nas niczego z czym byśmy sobie nie poradzili. Ja trzymam za ciebie kciuki i ściskam na odległość.[/quote]


Xsenia dziekuje!
Magdatella
 
Posty: 20
Rejestracja: 27 paź 2015, 21:47

Re: Until we meet again...

Postautor: soldado » 29 paź 2015, 21:06

Mam problem. 3 tygodnie temu stracilam dziecko bedac w 27 tygodniu ciazy. Totalny szok, ciaza przebiegala wrecz ksiazkowo nie bylo zadnych przeslanek.
Kompletna bezsilnosc i rozpacz zawladnely mna. Pytanie : Dlaczego ja? powraca jak boomerang. Przechodzenie z kat w kat, ukrywanie lez, polykanie zalu, zycie stalo sie ciezkie. Mialam pomysl na tego posta ale teraz znow jest tylko metlik w glowie, przepraszam za chaotycznosc.
Nigdy wczesniej tego glosno nie wypowiedzialam i nie przyznalam sie nikomu ale uwazam sie za osoba wrazliwa na energie, miewam "prorocze" sny - tylko w stosunku do siebie lub czlonkow mojej rodziny. Tym razem nie bylo zadnego ostrzezenia, nic nie bylo, jest cisza w eterze od momenty smierci dzieciatka. Nie mam tez sygnalow czy tez prob nawiazania kontaktu od dzieciatka, nic, nie ma nic. Czuje sie ograbiona z przyszlosci, z nowej milosci jaka nosze w swoim sercu i pozostawiona jestem bez odpowiedzi.
Czy moj zal i zaloba zagluszaja moje "mozliwosci'? Jako matka musze wiedziec,ze malenstwo ma sie dobrze oraz dlaczego odeszlo, czy zrobilam cos nie tak? Czy wroci do mnie jeszcze? wiecej pytan niz odpowiedzi. Czuje sie naprawde zagubiona. prosze o pomoc, wskazowki...


Witaj

Przed chwilą przeczytałem Twój temat.
Bardzo Ci współczuję.
Mam bardzo intensywne myśli o tym, żebyś pożegnała Maluszka pisząc list, w którym wszystko opiszesz Mu co czujesz, w jakiej byłaś i jesteś obecnie sytuacji.
Napisz wszystko, co chciałabyś teraz przekazać swojemu Dziecku.
Po napisaniu tego listu proszę spal go.
W ten sposób zawarte słowa i wszystkie uczucia w tym liście, trafią do Twojego Maluszka i pozwolą mu przejść dalej....
I jeszcze jedno.
To bardzo ważne, napisz - zwracaj się do swojego Maluszka po Imieniu, nadaj mu je, jeżeli do tej pory jeszcze tego nie zrobiłaś.
Nieważne, że nie wiesz, czy był to chłopczyk, czy dziewczynka.
Czasem w życiu warto jest się zgubić, by móc się na nowo odnaleźć
soldado
Moderator forum.
 
Posty: 3669
Rejestracja: 04 lis 2014, 23:35
Lokalizacja: Stolica Polskiej Piosenki :)

Re: Until we meet again...

Postautor: Magdatella » 29 paź 2015, 21:13

Aidan tak go nazwalismy. To stare celtyckie imie oznaczajace : zywy plomyk.
Na drugie dostal MAY bo raz,ze May jest miesiacem kiedy i ja maz sie urodzilismy to takze jesli polaczyc litery z naszych pierwszych imion ( ja maz i starszy synek) to wychodzi MAY (jestesmy malzenstwem ktore poruzmiewa sie w j.angielskim bo pochodzimy z roznych krajow oraz mieszkamy w panstwie angielsko-jezycznym)
Zwracam sie do niego po imieniu jak do niego mowie, zwracam sie jego imieniem jak o nim rozmawiamy w domu.
Moze i dziecinne pytanie: ale gdzie dalej on przejdzie?
Ostatnio zmieniony 29 paź 2015, 21:20 przez Magdatella, łącznie zmieniany 1 raz
Magdatella
 
Posty: 20
Rejestracja: 27 paź 2015, 21:47

PoprzedniaNastępna

Wróć do Na zakręcie

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość