marzenie o modlitwie

Tu można podzielić się z innymi użytkownikami pięknymi, zasłyszanymi gdzieś modlitwami, a także poprosić o to, by wspólnie pomodlić się w jakiejś sprawie.

marzenie o modlitwie

Postautor: forrest » 27 maja 2009, 01:00

Kiedy myślę o modlitwie, przychodzą mi do głowy różne skojarzenia, czym ona może być. Pewnie uczestnicy tego forum mają o wiele większe pojęcie o tym, czym jest modlitwa - może ktoś, komu będzie się chciało przeczytać ten wpis, zechce dorzucić pod nim idee, które być może nawiązując do wspomnień z dzieciństwa zobrazują czym jest modlitwa. Zakładam w tym rozumieniu, że jest formą wyrażania miłości (cokolwiek miałoby to znaczyć...).
Czyli modlitwą - tak jak ja ją rozumiem - może być dawanie dziecku np. czegoś do jedzenia; wtedy tę modlitwę daje się jakby odczuć, kiedy to dziecko bierze tę podarowaną mu rzecz w swoje ręce. Albo modlitwą może być, kiedy podarowuje się drugiej osobie radość; albo daje się tej osobie podstawę do wiary w drugiego człowieka (w jego zdolność do niezawodności i bezinteresowności). Wreszcie modlitwą jest wyprowadzanie drugiego człowieka ze stanu cierpienia. I tutaj bardzo szczególną i ważną formą modlitwy jest działalność spirytystów, którzy pokazując wysoką jakość tej teorii eksperymentalnej oraz szereg relacji dotyczących spontanicznych manifestacji Duchów przekazują wiedzę o tym, że indywidualna emocjonalność, świadomość istnienia, pamięć zdarzeń człowieka nie są cechami jego ciała materialnego, tylko posiadającej nieznaną nam materię duszy tego człowieka. Trudno mi sobie wyobrazić mocniejszą modlitwę od tej, która poprzez przekazywanie innym w niej informacji o naturze tożsamości/duszy, skierowana jest na osłonięcie drugiej osoby przed cierpieniem - takim, które nie jest bólem fizycznym, ale jest gorsze od bólu fizycznego. Wreszcie modlitwą może być (chyba), jak się wizualizuje np. czyjś powrót do zdrowia. I tutaj na temat siły takiej wizualizacji mogliby się wypowiedzieć wykładowcy kursów Jose Silvy.

Co potwierdził EnKi, ludzie w swojej fizycznej formie (czyli ciała materialne ludzi) zostali tak stworzeni, żeby uczyć się czym jest miłość. Czyli rozumiem to tak, że "miłość ludzka" - ta związana z "fizyczną naturą" ludzi - ma atrybuty miłości. I tu od razu nasuwa się myśl o tym, jakie atrybuty ma związek dwojga ludzi (przynajmniej wg mojej intuicji). Relację panującą między nimi można chyba określić jako stan modlitwy.
Otóż związek dwojga ludzi jest hybrydową relacją, łączącą w sobie dwie nierozerwalnie ze sobą związane, ale jakby wykluczające się relacje: "symetryczną" przyjaźń koleżeńską i "antysymetryczną" intymną relację charakterystyczną dla związku kobiety z mężczyzną.

Ta symetryczna część relacji to jest coś takiego, że kobieta jest w związku "dobrym kumplem". Tutaj ma znaczenie coś, co bym określił jako "mocna osobowość kobiety". Przyjaźń koleżeńska w związku jest wtedy, gdy jest wzajemne głębokie zrozumienie - tak, że tworzy się "wspólny front" przy podejmowaniu różnych decyzji, realizowaniu marzeń. To jest coś w rodzaju wspólnego punktu widzenia - tak, że dwie osoby podążają za swoimi myślami i uczuciami nawzajem, gdy myślą np. o różnych problemach. To coś w rodzaju głębokiej zgodności oraz gotowości do bronienia decyzji podjętej przez drugą osobę jak swojej własnej. Ten wspólny front jest wtedy, gdy wspólnie wykonuje się prace związane z "szarą codziennością". Razem - czyli nie dzieląc się różnymi obowiązkami (chociaż pewnie tego też się nie da uniknąć w wielu przypadkach...), ale robiąc tę samą rzecz i towarzyszyć sobie nawzajem. Głębokie zrozumienie będące elementem przyjaźni koleżeńskiej jest wtedy, gdy można przy drugiej osobie "głośno myśleć" bez obawy, że jakaś nieprzemyślana rzecz zostanie źle odebrana. Dopiero taka swoboda formułowania myśli, jak przed samym sobą formułuje się myśli, których nikomu by się nie powiedziało, daje możliwość powstania tego "wspólnego frontu" czy też: "wspólnego punktu widzenia". W przyjaźni koleżeńskiej dwojga ludzi jest zawarte wzajemne dawanie sobie wolności - tak, że druga osoba czuje się bardziej wolna, niż przed zaistnieniem związku. Dawanie wolności wyraża się nie tylko przez tworzenie "wspólnego frontu" z drugą osobą, ale również przez przybliżenie jej do realizacji jej marzeń (tak, że realizacja marzeń nie tylko nie jest oddalona przez zaistnienie związku tych dwojga ludzi, ale - przeciwnie - jest przybliżona). Także gotowość do podążania tokiem myślenia najbliższej osoby daje jej poczucie braku skrępowania przy podejmowaniu różnych decyzji - czyli ciągle jest to ten "wspólny punkt patrzenia". Szczególnie ważne przy dawaniu wolności w związku dwojga ludzi jest dawanie drugiej osobie poczucia, że wsłuchuje się w jej emocje (np. w jej odczuwanie ciszy, wewnętrznego spokoju); a wsłuchując się w nie, dostrzega się ich niepowtarzalne piękno, niepowtarzalną osobowość najbliższej duszy. Dawanie wolności, to też dawanie pewności, że wyjątkowe uczucia ma się zarezerwowane dla najbliższej, wyjątkowej osoby - te uczucia, które w intymny sposób się wyraża. Z tym związane jest dawanie wiary w najbliższą osobę - że uczucia, które wyraża na różne sposoby, mają już te atrybuty autentycznych - niezależnych od fizycznych uwarunkowań, które z wiekiem zanikają - a nie jest to jedynie "miłość ludzka" (czyli, że to już zachodzi w jakiejś cząstce na miłość miedzy dwoma duszami).
To jest symetryczna relacja związana z przyjaźnią koleżeńską - taką, że "można iść na piwo" z kobietą, czy coś... (jak ktoś pije takie rzeczy...).

Antysymetryczna relacja intymna między dwojgiem ludzi to jest coś jakby docieranie do szczególnej wrażliwości czy też swego rodzaju delikatności kobiety, gdy ma ona mocną osobowość. W tej części relacji główną rolę odgrywa dotyk - dotyk, który jest modlitwą wyrażającą w mniej lub bardziej świadomy sposób wdzięczność Bogu, że stworzył tak wspaniałą Istotę - tę najbliższą duszę. Dotykanie intymnych uczuć najbliższej kobiety, to wyczuwanie ich i oddziaływanie z nimi. Podobnie – kobieta jest zdolna do szczególnego dotyku – zarówno fizycznie jak i psychicznie ma “zakodowaną” w sobie pewną czułość czy delikatność. Gdy się obejmuje kobietę, to jej emocje można "czytać" w wyczuwaniu każdego jej ruchu, każdego drżenia, w wyczuwaniu jej oddechu, głosu, bicia serca. Taki dotyk wraz z dotykiem "od środka" to tak jakby zapuścić do wnętrza kobiety czułki zdolne do delikatnego dotyku jej serca i wyczuwać tymi czułkami i jednocześnie oddziaływać z najbardziej intymnymi jej emocjami. Albo, o ile ma się w swojej naturze pewne wewnętrzne wyciszenie, to czuły dotyk ustami może być takim dotykaniem szczególnych emocji kobiety. Gdy dotyka się w ten sposób jej intymnych miejsc, to ten rodzaj modlitwy do Boga nazywa się sexem oralnym.
Na tym polega atrakcyjność mocnej kobiety, że "coś szczególnego" jest w docieraniu do jej wrażliwości. Podobnie świadomość, że to jest Istota Duchowa, stworzona przez samego Boga, mająca swoją wrażliwość powoduje pewnego rodzaju respekt i szacunek do niej. Nie znam większej świętości od duszy. Intymna relacja jest jakby "przełamywaniem" tego respektu - to też jest źródłem takiej szczególnej atrakcyjności kobiety.
Oddziałując z emocjami/uczuciami kobiety, otrzymuje się je - jest to jakby odpowiedź na to oddziaływanie. Czyli tu jest podobieństwo miłości ludzkiej do miłości - dawanie jest nierozerwalnie związane z otrzymywaniem (są jednym). Nie da się tylko dawać lub tylko otrzymywać w danej chwili. To dawanie-otrzymywanie wyraża cechę tożsamości dwóch najbliższych dla siebie dusz. Tak jak dusze posiadają swoje indywidualne emocje, schematy myślowe, tak uczucie do drugiej duszy jest elementem ich tożsamości. O ile tożsamość nie może ulegać "erozji" (czyli dusze są nieśmiertelne), to również takie uczucie nie może zaniknąć - jest autentyczne i (tak to sobie wyobrażam) posiadające czystą bezinteresowność. O ile dobrze pamiętam, to w sesji 13 EnKi powiedział, że miłość jest wtedy, gdy pragnie się dać drugiej osobie to, co ma się w sobie najlepsze i gdy pragnie się otrzymać od niej to, co ta osoba posiada w sobie najlepsze.
"Spirytyzm będzie naukowy albo nie będzie go wcale." - Allan Kardec
Awatar użytkownika
forrest
 
Posty: 457
Rejestracja: 11 sty 2009, 00:25
Lokalizacja: Mińsk Mazowiecki

Re: marzenie o modlitwie

Postautor: konrad » 27 maja 2009, 01:31

Wydaje mi się, że dużo lepszym przykładem wzoru miłości, który powinniśmy naśladować, jest miłość matki do dziecka. Jedynie ta miłość jest naprawdę bezinteresowna.

Modlitwa jest dla mnie formą komunikacji... A nawiązując do tego, co powiedział forrest, pewnym rodzajem komunikacji jest też okazanie miłości, gdy pokazujemy drugiej osobie, że może na nas liczyć, że zrezygnujemy z własnego komfortu, z samego siebie, by tylko tej drugiej osobie żyło się lepiej. Dlatego też miłość jest w pewnym sensie rodzajem modlitwy, a modlitwa często jest wyrażeniem miłości.
Awatar użytkownika
konrad
spirytysta
spirytysta
 
Posty: 2952
Rejestracja: 15 lip 2008, 14:08
Lokalizacja: Warszawa

Re: marzenie o modlitwie

Postautor: Leszek » 27 maja 2009, 17:20

To o czym piszesz forrest prędzej nazwałbym sławieniem Boga poprzez uczynki, modlitwa raczej kojarzy się z przekazem myślowym. Co do EnKi to pamiętam, że na którejś sesji mówił, że miłość ludzka to chemia, prawdziwa miłość to jest ta którą Bóg nas darzy. Taką miłość powinniśmy wypracować u siebie w stosunku do każdej istoty. Jednakże we wspomnianej sesji 13 Samuel opisuje miłość między "bratnimi duszami" jako energię koloru tęczy, czystą, idealną. Temat rzeka.
Ciekawi mnie za to cały temat Projektu Cheops, ciągle to rozgryzam i studiuję. Jeszcze nie mam wypracowanej opinii i nie wiem co myśleć o tym :roll:
Miłość, Prawda, Pokój, Nie Krzywdzenie, Właściwe Postępowanie
Leszek
 
Posty: 222
Rejestracja: 02 kwie 2009, 20:05
Lokalizacja: Cieszyn

Re: marzenie o modlitwie

Postautor: Freya » 27 maja 2009, 19:18

Miało być o modlitwie ,a duzo jest o miłości:)

Dla mnie miarą prawdziwej miłosci jest gotowość oddania życia za kochaną osobę.
Chodzi mi oczywiscie o realne zagrożenie czyjegoś życia, masowo takie sytuacje miały miejsce podczas wojny. Czy zasłonilibyście swoim ciałem zagrożoną osobę?
"Śmierć nie jest zgaszeniem światła,lecz tylko wyłączeniem lampy,ponieważ przyszedł świt. "
R.Tagore
Freya
 
Posty: 48
Rejestracja: 31 mar 2009, 11:40
Lokalizacja: Kraków

Re: marzenie o modlitwie

Postautor: Luperci Faviani » 27 maja 2009, 23:28

Dla mnie modlitwa nie jest niczym innym jak rozmową z Bogiem, rozmową pełną oddania, pokory, ale i radości :) Rozmawiam z Bogiem wielokrotnie w ciągu dnia, rozmawiam z nim jak z przyjacielem, często proszę o wsparcie lub dziękuję za coś... i choć nie słyszę wyraźnych odpowiedzi, a dyskusja przypomina raczej monolog czuję, jakby intuicyjnie, jakiś odzew, że moje słowa nie są puszczone na wiatr...
Luperci Faviani - życie jest niczym, wieczność jest wszystkim.
La certitude est une autre dimension de la croyance.
Awatar użytkownika
Luperci Faviani
 
Posty: 2401
Rejestracja: 22 lip 2008, 17:23
Lokalizacja: Polska

Re: marzenie o modlitwie

Postautor: forrest » 28 maja 2009, 19:26

Gdyby rozmawiać przez medium ze Stwórcą Wszechrzeczy tak, jak się rozmawia z Duchami, to wtedy rzeczywiście miałbym poczucie, że jest to dialog. Z pewnością byłaby to modlitwa. Każdy jest medium inspirowanym, więc oczywiście zgodzę się, że to o czym wspominacie, jest modlitwą... .
Ale z drugiej strony Bóg stworzył kobietę w taki sposób, że ona potrafi się tak cieszyć, jak się jej da jakiś drobiazg. I to jest właśnie niesamowite, że Bóg tak sworzył kobietę. Czyli w jakimś sensie Bóg może oczekiwać takiej modlitwy, żeby okazywać najbliższej kobiecie coś wyjątkowego, co powoduje jej radość i czerpać jakby z tej radości, którą się w nieuświadomiony pewnie do końca sposób odwzajemnia.

Leszek pisze:Ciekawi mnie za to cały temat Projektu Cheops, ciągle to rozgryzam i studiuję. Jeszcze nie mam wypracowanej opinii i nie wiem co myśleć o tym :roll:


Leszek, nie tylko my na tym forum przyglądamy się Projektowi Cheops. Cieszę się, że nie jestem tu jedynym, który zastanawia się nad tym projektem. Mam parę spostrzeżeń, które mogą być moim zdaniem "w znacznym stopniu rozstrzygające" o wiarygodności tego przekazu. Mam też pewne spostrzeżenia, które stoją w opozycji do tych wniosków, ale te wolałbym najpierw skonsultować z Duchem, zanim wypowiem je publicznie. Ogólnie o chętnie podzieliłbym się tymi wnioskami z innymi na jednym ze spotkań PTSS, jeśli tylko inni nie uznaliby tego tematu za nudny i nie watry uwagi. Co prawda, do EnKi mam dość osobiste podejście, ale wydaje mi się, że mimo to potrafiłbym w miarę obiektynie przedstawić ten temat. Właściwie to na pierwszym spotkaniu PTSS powiedziałem już parę rzeczy bliskich tematycznie PCh - chodziło o badania przy użyciu hipnozy regresyjnej... .
"Spirytyzm będzie naukowy albo nie będzie go wcale." - Allan Kardec
Awatar użytkownika
forrest
 
Posty: 457
Rejestracja: 11 sty 2009, 00:25
Lokalizacja: Mińsk Mazowiecki

Re: marzenie o modlitwie

Postautor: Leszek » 29 maja 2009, 00:46

Myślę, że można stworzyć osobny wątek na ten temat.
Tak więc zabawie się w moderatora i zapraszam tutaj => http://www.forum.spirytyzm.pl/viewtopic.php?f=13&t=168&sid=9bdf912160aa9102356aad44e63fc4dc
Miłość, Prawda, Pokój, Nie Krzywdzenie, Właściwe Postępowanie
Leszek
 
Posty: 222
Rejestracja: 02 kwie 2009, 20:05
Lokalizacja: Cieszyn

Re: marzenie o modlitwie

Postautor: konrad » 29 maja 2009, 01:30

Leszku, bardzo dobra decyzja... :) Projekt Cheops zasługuje na oddzielny temat.
Awatar użytkownika
konrad
spirytysta
spirytysta
 
Posty: 2952
Rejestracja: 15 lip 2008, 14:08
Lokalizacja: Warszawa

Re: marzenie o modlitwie

Postautor: forrest » 09 sie 2010, 21:28

http://wiadomosci.onet.pl/2208070,69,za ... ,item.html

To jest chyba dość zgodne z tym, o czym donosi się na kursach Silvy.
"Spirytyzm będzie naukowy albo nie będzie go wcale." - Allan Kardec
Awatar użytkownika
forrest
 
Posty: 457
Rejestracja: 11 sty 2009, 00:25
Lokalizacja: Mińsk Mazowiecki

Re: marzenie o modlitwie

Postautor: atalia » 10 sie 2010, 13:25

Amerykańska psychiatra Elizabeth Targ w latach 90-tych ub.wieku przeprowadziła eksperyment,celem którego było zbadanie,czy modlitwa ma jakikolwiek wpływ na poprawę stanu zdrowia chorych na zaawansowany AIDS.
Do tego celu wybrano czterdziestu religijnych i duchowych uzdrowicieli,wśród których byli:chrześcijanie,żyd,kilku buddystów,indiański szaman plemienny,kilku przedstawicieli New Age`u oraz mistrz Czi Gong.
Bez wdawania się w szczególy napiszę,że eksperyment ten został niezwykle starannie,w sposób naukowy zaplanowany.Ani lekarze,ani pacjenci nie wiedzieli,który z chorych jest poddawany uzdrawianiu.Oczywiście wszyscy pacjenci byli w tym czasie leczeni w sposób tradycyjny.
Zespół uzdrowicieli wyrażał intencję zdrowia i dobrego samopoczucia chorych przez okres sześciu miesięcy przez godzinę dziennie.
Po zakończeniu eksperymentu okazało się,że wszyscy pacjenci w grupie uzdrawianej żyją,a nawet mają się dużo lepiej,natomiast w grupie leczonej tylko konwencjonalnymi metodami zmarło 40% chorych.
Procedura działała.
Od czasu tamtego doświadczenia wykonano wiele podobnych - zawsze wynik był jednoznaczny i nie dawało się go w żaden sposób podważyć.

W kontekście tego wszystkiego należałoby powaznie wziać pod uwagę sprawczą moc myśli i nasz twórczy udział w dziele Wszechświata...
atalia
spirytystka
spirytystka
 
Posty: 3943
Rejestracja: 17 sty 2010, 13:30

Następna

Wróć do Modlitwa

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość