Strona 1 z 3

Miłujcie waszych nieprzyjaciół - jak to rozumieć?

Post: 03 sty 2014, 23:18
autor: Krzysztoff
Czy należy rozumieć naukę Jezusa dosłownie, czyli kochać naszych wrogów, którzy często nas krzywdzą albo starają się krzywdzić , tak samo jak kochamy naszych bliskich - rodziców, dzieci , męża , żonę ?
Czy to powinna być to samo uczucie ? hmmm.... wypowiedź duchów zawarta w ewangelii wg spirytyzmu może niektórych zaskoczyć :) ...
zapraszam do lektury

Miłujcie waszych nieprzyjaciół

Re: Miłujcie waszych nieprzyjaciół - jak to rozumieć?

Post: 05 sty 2014, 14:26
autor: kakofonia myśli
Chyba rozmawialiśmy o tym ostatnio Krzychu i doszliśmy do podobnych wniosków. Też uważam, że nienaturalną byłaby miłość do wroga, ale jeśli zastąpimy słowo "miłość" "miłosierdziem" wszystko nabierze innego wymiaru :)
A najważniejsze byśmy każdego dnia dzielili się odrobiną miłości w z każdym kogo spotykamy na swojej drodze. Ofiarując miłość czynimy gest nie tylko w stronę bliźniego, ale również w stronę samych siebie :D

Re: Miłujcie waszych nieprzyjaciół - jak to rozumieć?

Post: 05 sty 2014, 17:18
autor: cthulhu87
kakofonia myśli pisze:A najważniejsze byśmy każdego dnia dzielili się odrobiną miłości w z każdym kogo spotykamy na swojej drodze.


Kobita mi zabroniła :)

A serio, fajnie że ten fragment wrzuciliście na portal. Krzysiek ma dar wydzielania tego, co w książkach spirytystycznych najbardziej wartościowe.

Re: Miłujcie waszych nieprzyjaciół - jak to rozumieć?

Post: 05 sty 2014, 21:30
autor: Krzysztoff
kakofonia myśli pisze:Chyba rozmawialiśmy o tym ostatnio Krzychu i doszliśmy do podobnych wniosków. Też uważam, że nienaturalną byłaby miłość do wroga, ale jeśli zastąpimy słowo "miłość" "miłosierdziem" wszystko nabierze innego wymiaru :)
A najważniejsze byśmy każdego dnia dzielili się odrobiną miłości w z każdym kogo spotykamy na swojej drodze. Ofiarując miłość czynimy gest nie tylko w stronę bliźniego, ale również w stronę samych siebie :D

Tak dokładnie , i ostatnio jak studiowałem Ewangelię, ten fragment wpadł mi w oko i od razu pomyślałem o tej rozmowie z Tobą , że to jest ważny temat . Ewangelia jest szczera aż do bólu i bardzo konkretna - trzeba przyznać

Re: Miłujcie waszych nieprzyjaciół - jak to rozumieć?

Post: 06 sty 2014, 13:02
autor: Nikita
Kiedys dawno temu w Polsce okradziono nas...i pamietam rozmawialam z moim przyjacielem na ten temat, ze wlasciwie powinnismy kochac tych zlodzieji....ale wtedy trudno mi bylo ich kochac,....dzis moze jestem bardziej wyrozumiala i na pewno nie chce sie mscic....

Re: Miłujcie waszych nieprzyjaciół - jak to rozumieć?

Post: 06 sty 2014, 13:28
autor: atalia
Miłość do wroga moze wydawać się czymś wręcz wynaturzonym, kiedy jednak użyjemy tu słowa "przebaczenie", sprawy wyglądają nieco inaczej.

Re: Miłujcie waszych nieprzyjaciół - jak to rozumieć?

Post: 06 sty 2014, 18:35
autor: juniperus
Krzysztoff pisze:Czy to powinna być to samo uczucie ?
Ja powiem, że powinno się kochać swojego wroga, jak bliźniego, a nawet bardziej. To nie sztuka kochać i obdarzać dobrem człowieka nam bliskiego, przychylnego. Sztuką jest obdarować tym samym tych, którzy nas krzywdzą. To dopiero jest miłosierdzie na miarę rozwoju duchowego, lekcja cenniejsza od najwspanialszych chwil spędzanych z najbliższymi. Niełatwe? Kto powiedział, że wcielając się będzie nam łatwo? Prawdziwy rozwój duchowy wymaga poświęceń, często walki ze sobą samym, z własnymi uczuciami i przekonaniami, bycia ponad zło.
Ostatnie 3 wyrazy to treść mojego Opiekuna (muszę o tym wspomnieć, żeby nie było, że sobie przywłaszczyłam to ;) ) On zwykle w sytuacjach, gdy spotyka mnie krzywda z czyjejś ręki i zastanawiam się, jak utworzyć w sobie miłosierdzie do tej osoby oraz mimo wszystko wyjść do niej z uśmiechem, mawia: "Bądź ponad to". Gdzie "to" oznacza krzywdę i moje złe samopoczucie oraz zło, jakim ktoś mnie daruje. Oznacza to, że mam wynieść się ponad wszelkie krzywdy, spojrzeć na nie jakby z wysoka, z perspektywy, z dystansu, tak, by sięgając mojego ciała, nie były w stanie sięgnąć ducha, odrzucić je w zapomnienie i zrozumieć, że tak na prawdę w perspektywie duchowej te krzywdy nie mają żadnego znaczenia. Nawet jeśli zniszczą moje ciało, nie zniszczą nieśmiertelnego ducha. Być "ponad to" oznacza również myśl, by nie dać się wciągnąć w zemstę, by nie odpowiadać złem na zło. Wierzcie mi, to zawsze skutkuje i przebaczenie, zrozumienie słabości innych, a nawet litość i sympatia przychodzą dużo łatwiej i szybciej.

Re: Miłujcie waszych nieprzyjaciół - jak to rozumieć?

Post: 06 sty 2014, 18:51
autor: Xsenia
A mówi się, że miłość od nienawiści dzieli jeden malutki kroczek. :)
juniperus pisze:Oznacza to, że mam wynieść się ponad wszelkie krzywdy, spojrzeć na nie jakby z wysoka, z perspektywy, z dystansu, tak, by sięgając mojego ciała, nie były w stanie sięgnąć ducha, odrzucić je w zapomnienie i zrozumieć, że tak na prawdę w perspektywie duchowej te krzywdy nie mają żadnego znaczenia. Nawet jeśli zniszczą moje ciało, nie zniszczą nieśmiertelnego ducha. Być "ponad to" oznacza również myśl, by nie dać się wciągnąć w zemstę, by nie odpowiadać złem na zło. Wierzcie mi, to zawsze skutkuje i przebaczenie, zrozumienie słabości innych, a nawet litość i sympatia przychodzą dużo łatwiej i szybciej.

Bardzo dobrze to napisałaś Juniperus. :)
Jeśli ktoś cię okradnie, to się nie wściekaj. Może ten ktoś bardziej tego potrzebuje? Bardzo często ludzie przywiązują się do rzeczy, które go otaczają, a przecież gdy przeniesie się na tamten świat niczego ze sobą nie zabierze. A ludzie potomni po twojej śmierci po prostu wyrzucą większość twoich rzeczy. Dlatego nie warto przywiązywać się do rzeczy materialnych. I wtedy strata ich nie będzie aż tak bolała :)

Re: Miłujcie waszych nieprzyjaciół - jak to rozumieć?

Post: 06 sty 2014, 20:34
autor: Nikita
Dawniej troche sie wscieklam na tych bandziorow ale dzis mam wiekszy luz....ale to przykre, ze po swiecie lazi tyle bandziorstwa....ale pewnei nieprzypadkowo cos sie w zyciu naszym wydarza....prawo karmy za nami podaza....mi najbardziej pomaga wiara w prawo karmy....latwiej sie pogodzic ze strata...mimo to nie nalezy bandziorom ulatwiac...

Re: Miłujcie waszych nieprzyjaciół - jak to rozumieć?

Post: 06 sty 2014, 20:46
autor: kakofonia myśli
juniperus pisze:Ja powiem, że powinno się kochać swojego wroga, jak bliźniego, a nawet bardziej. To nie sztuka kochać i obdarzać dobrem człowieka nam bliskiego, przychylnego. Sztuką jest obdarować tym samym tych, którzy nas krzywdzą. To dopiero jest miłosierdzie na miarę rozwoju duchowego, lekcja cenniejsza od najwspanialszych chwil spędzanych z najbliższymi.


Mówimy o miłości, czy miłosierdziu? Bo to jednak są dwie różne rzeczy :) Wszystko wydaje się proste, gdy sprawa dotyczy małych rzeczy: pociągnięcia za warkocze w szkole, podstawienia nogi koledze, kradzieży, ujmy na honorze, krzywdzących słów, itp... I myślę, że w takich przypadkach nie jest - przy założeniu, że jesteśmy miłosierni - ciężko przebaczyć i być "ponad to". Ale chciałabym zobaczyć tych, którzy tak głośno mówią o miłosierdziu, przebaczeniu i miłości do wrogów w sytuacji, która jest po stokroć bardziej bolesna i przerażająca. Myślę, że wówczas nie byłoby to takie proste. I chociaż przebaczenie z czasem pewnie by i przyszło to co do miłości śmiałabym polemizować.

juniperus pisze:Wierzcie mi, to zawsze skutkuje i przebaczenie, zrozumienie słabości innych, a nawet litość i sympatia przychodzą dużo łatwiej i szybciej.


Słowo "litość" jakoś mnie nie przekonuje :) To takie "słabe" uczucie :)