Krzysztoff pisze:pierwsza kontrowersja (może się czepiam słów) to porównanie człowieka do obrazu który jest malowany przez Boga uważam za nietrafny , skoro jest wolna wola , dusze "wybierają" wcielenia i wpływają na ich bieg to znaczy że to my jesteśmy malarzami , albo jest wolna wola (no wiadomo że nie 100%) albo nie...
Bardzo ciekawe spostrzeżenie. Myślę, że to porównanie rzeczywiście jest w pewnym sensie ograniczające, jeśli spojrzymy z punktu widzenia naszej wolnej woli, bo przecież dzieło poddaje się w pełni twórcy i jest w 100% od niego zależne. Może lepiej byłoby użyć tutaj porównania dziecka i rodzica. Dziecko zawdzięcza życie rodzicom, jest od nich niezależne, ale jednocześnie obrażanie dziecka, stanowi zarazem urazę dla rodzica... W każdym bądź razie porównanie z obrazem Vanessy trzeba chyba rozumieć nie tak szeroko, a bardziej w tym kontekście, w jakim było użyte, czyli w nawiązaniu do tego, że krytykując samych siebie, krytykujemy samego Boga, który nas stworzył.
Krzysztoff pisze:Mieszane uczucia wzbudza we mnie stwierdzenie że należy poddawać się złu
Ostatnio u nas w domu toczy się sporo dyskusji na temat tego, w jaki sposób dziecko powinno reagować na zło, na agresję wśród równieśników itp. Panuje przekonanie, bardzo słuszne zresztą, że trzeba kształtować w dzieciach aktywną postawę sprzeciwu, by wyeliminować ze społeczeństwa znaną każdemu "znieczulicę". Każda sytuacja jest jednak nieco inna i wydaje mi się, że z pewnością bierność jest zła, ale aktywność trzeba dostosować do swoich możliwości i do sytuacji. Gdy widzimy np. jak 20 osób kogoś bije, rozsądniej jest poświęcić te kilka chwil, które mamy do dyspozycji na wezwanie pomocy, telefon na policję itp. niż rzucanie się w wir walki, by komuś pomóc.
W każdym bądź razie ja jestem zwolennikiem tego, by ze złem walczyć w mądry sposób, ale jednocześnie traktować je jako narzędzie, które pomaga nam w rozwoju, a co za tym idzie nie narzekać, że nas w danym momencie spotyka.