Opowieść z życia Divaldo Franco

Miejsce, w którym przeczytać można różne intrygujące opowieści związane ze Spirytyzmem.

Opowieść z życia Divaldo Franco

Postautor: konrad » 24 sie 2008, 13:29

Divaldo Pereira Franco jest w tej chwili jednym z najbardziej znanych mówców spirytystycznych na świecie. Na jego wykłady w Brazylii trzeba sobie rezerwować miejsce miesiące wcześniej. Zwiedził on już niemal cały świat opowiadając o Spirytyzmie i swoich doświadczeniach z pracy jako medium.
Zapewne wiele osób mogłoby się zapytać w jaki sposób udało mu się zacząć swoje podróże zagraniczne. Nie był w końcu przecież zbyt zamożny.
Sam Divaldo opowiedział nam w czasie swojej drugiej wizyty w Polsce historię swojej pierwszej podróży zagranicznej, której najciekawsze fragmenty postaram się Wam opowiedzieć.

Divaldo od początku doskonale sobie radził z prowadzeniem wykładów. Stawał się więc coraz bardziej popularnym mówcą spirytystycznym w swoim regionie. Pewnego dnia po jednym z jego wykładów podszedł do niego człowiek, który sądząc po sposobie mówienia, pochodził z Portugalii. Przedstawił się i opowiedział w kilku słowach Divaldo o tym, w jaki sposób trafił z Europy do Ameryki Południowej. W czasie lat spędzonych w Brazylii udało mu się dorobić, więc postanowił wrócić do swojego domu. Powiedział wówczas Divaldo następujące słowa: "Chciałbym zawieźć mojej rodzinie w Portugalii jakiś wyjątkowy prezent. Najpiękniejszą rzeczą, którą dała mi Brazylia, jest Spirytyzm. Jakże jednak miałbym im go przekazać? Gdy tak się zastanawiałem, pomyślałem właśnie o panu i pańskich wykładach. Ponieważ nie mogę przekazać Spirytyzmu moim bliskim, tak jakbym mógł dać im w prezencie klejnoty, czy cenne ubrania, chciałbym zapytać się, czy nie zechciałby pan udać się ze swoimi wykładami całkowicie na mój koszt. Pojechałby pan do Portugalii, ale mógłby pan również wybrać się do innych państw takich jak Hiszpania, czy Francja".

Oczywiście pomysł ten jak najbardziej spodobał się Divaldo, jednakże tego typu wyjazd nie był rzeczą łatwą. Ponieważ Divaldo pracował wówczas zawodowo, musiał najpierw uzyskać zezwolenie od dyrektora firmy, w której był zatrudniony. Miał bowiem być nieobecny w Brazylii przez ponad miesiąc.

Z drżącym sercem stanął przed drzwiami gabinetu dyrektora wiedząc, że od jednej rozmowy zależy tak wiele. Oczywiście przełożony spytał się o to, w jakim celu Divaldo udaje się za granicę i fakt, że jedzie on tam, by prowadzić spirytystyczne wykłady, przyjął to dość sceptycznie. Powiedział wówczas: "Drogi Divaldo. Jestem ateistą i nie wierzę w życie pozagrobowe. Ponieważ jesteś znanym mówcą i nie raz opowiadałeś już o Spirytyzmie, pragnę ci zaproponować, co następuje. Dam ci godzinę. Jeżeli w czasie jej trwania przekonasz mnie do swojego spojrzenia na świat, dostaniesz urlop. Jeżeli ci się to nie uda, będziesz musiał zostać w Brazylii".

Divaldo oczywiście zdawał sobie sprawę z tego, jak trudne to wyzwanie, jednakże ponieważ zależało od niego tak wiele, postanowił je podjąć. Przez godzinę mówił o Spirytyzmie, o wszystkim tym, o czym czytał i słuchał przez lata. Mówił o swoich doświadczeniach, o Bogu, o życiu i śmierci. Gdy zakończył swoją opowieść w oczach dyrektora dostrzegł łzy. Divaldo usłyszał chwilę potem: "Możesz jechać" i rozpoczął pierwszą z wielkich podróży.

Najciekawszym chyba fragmentem jego wyprawy do Europy, była wizyta w Hiszpanii. W Portugalii wszystko przebiegło sprawnie, gdyż biznesmen organizujący jego podróż zadbał o każdy szczegół. Gdy jednak pod koniec pobytu w tym kraju powiedział do Divaldo: "Teraz możesz jechać dalej. Dam ci pieniądze, byś kontynuował swoją podróż po innych krajach", medium poczuł się dość niepewnie. Kolejnym miejscem, do którego miał się wybrać, była Hiszpania, ale przecież nie znał tam zupełnie nikogo. Jakże miałby więc zorganizować jakiekolwiek wykłady.

Z pomocą przyszła mu jego duchowa opiekunka Joanna de Angelis. Powiedziała mu, by zaufał Duchom Wyższym, które na pewno znajdą rozwiązanie i ruszył w podróż. Tak też Divaldo zrobił, jednakże gdy wysiadł z pociągu na stacji w Madrycie zwątpienie powróciło. Wówczas jednak pojawił się koło niego nieznany mu Duch i podał mu imię i nazwisko jakiejś osoby i adres, pod który miał się udać. Tam miał znaleźć pomoc. Oczywiście Divaldo nie do końca był przekonany, czy jest w tym jakiś sens, ale nie pozostało mu nic innego, jak posłuchać nieznajomego z zaświatów.

Jeszcze tego samego dnia zapukał do drzwi mieszkania, w którym miał znaleźć pomoc. Otworzyła mu sympatyczna kobieta. Divaldo powiedział jej więc: "Wiem, że może to brzmi niewiarygodnie, ale przybyłem do Madrytu, by przeprowadzić wykłady spirytystyczne. Gdy wysiadłem z pociągu, pewien duch powiedział mi, że tu znajdę pomoc". Zapewne większość z nas, słysząc podobne słowa, pomyślałoby, że osoba, która stoi za drzwiami bredzi. Niemal każdy zamknąłby drzwi... Jednak nie ta kobieta. Wzruszona powiedziała, że sama pracuje nad tym, by zorganizować ruch spirytystyczny w Madrycie. Jeszcze tego samego dnia zaprosiła do swojego domu pozostałe osoby ze swojej niewielkiej grupy i Divaldo mógł przeprowadzić swój pierwszy wykład w Hiszpanii...

Ta niesamowita opowieść pokazuje jedną wspaniałą rzecz... Gdy w coś mocno wierzymy i mówimy o tym z przekonaniem, jesteśmy w stanie zrealizować wielkie rzeczy. Dobre Duchy nas wspierają w naszych trudach i gdy trzeba, wyciągnął do nas swoją pomocną dłoń. :)

Pozdrawiam ciepło
Awatar użytkownika
konrad
spirytysta
spirytysta
 
Posty: 2952
Rejestracja: 15 lip 2008, 14:08
Lokalizacja: Warszawa

Siła wiary

Postautor: Luperci Faviani » 29 lis 2008, 22:15

Jest to bardzo pozytywna historia. Zgadzam się, lecz jest to oczywiste, że wiara otwiera drzwi sukcesu. Czym bardziej zgłębiam spirytyzm, czym bardziej staram się żyć według zasad tej filozofii, tym większe mam poczucie, że pojawiają się na mojej drodze przeszkody, na które dawniej prawie w ogóle nie zwracałem uwagi, a które teraz, w moich oczach, nabierają gigantycznych, momentami, rozmiarów. Nie abym nie potrafił sobie z nimi poradzić, nic z tych rzeczy, ale "gigantycznych" moralnie - nieuprzejmość, nietolerancja, złośliwość, wredota... Jakże niewiele trzeba aby kogoś zranić, a jakże dużo wysiłku wymaga pokora. Ludzi pokornych zwykle traktuje się niczym ludzi słabych... ale czy zapanowanie nad samym sobą nie jest oznaką wielkiej siły? Wiara daje tę siłę. Spirytyzm uwidacznia pewne problemy, jakby stawia przed człowiekiem nowe przeszkody, ale ofiaruje równocześnie narzędzie ułatwiające szczęśliwe dobrnięcie do końca jego ziemskiej wędrówki.
Luperci Faviani - życie jest niczym, wieczność jest wszystkim.
La certitude est une autre dimension de la croyance.
Awatar użytkownika
Luperci Faviani
 
Posty: 2404
Rejestracja: 22 lip 2008, 17:23
Lokalizacja: Polska

Re: Opowieść z życia Divaldo Franco

Postautor: Sylwina » 15 mar 2012, 21:43

i dowód na to ze w zyciu nic sie nie dzieje bez przyczyny :)
Choć życie nig­dy nie jest spra­wied­li­we, to jed­nak by­wa interesujące.
Jonathan Carroll
Sylwina
 
Posty: 122
Rejestracja: 02 maja 2011, 16:23
Lokalizacja: Wawa

Re: Opowieść z życia Divaldo Franco

Postautor: 000Lukas000 » 16 mar 2012, 09:06

Piękna historia, ale wydaje mi się nierealna, z tym przekonaniem w godzinę ateisty??? I jeszcze wywołanie u niego łez w oczach, chociaż to akurat było by tylko skutkiem odnalezienia sensu w życiu.
Poznacie ich po zasadach prawdziwego miłosierdzia, które będą głosić i wcielać w życie; poznacie ich po liczbie osób strapionych, którym przyniosą pocieszenie; poznacie ich po miłości do bliźniego, wyrzeczeniach, bezinteresowności;

Ew. Wg. Spirytyzmu
Awatar użytkownika
000Lukas000
spirytysta
spirytysta
 
Posty: 1685
Rejestracja: 13 kwie 2011, 12:54
Lokalizacja: Bielsko Biała

Re: Opowieść z życia Divaldo Franco

Postautor: cthulhu87 » 21 mar 2012, 10:07

U niektórych do nawrócenia wystarczy dotknięcie ręką w czoło przez hinduskiego guru. ;)
"Widziałem słynne grody starożytności, spoczywające pod całunem piasku lub kamienia, jak Kartagina, miasta greckie na Sycylii, równinę Rzymu z rozwartymi grobami i śpiące pod popiołem Wezuwiusza snem wieków dwudziestu cmentarze." L. Denis
http://www.ksiazki-spirytystyczne.pl
Awatar użytkownika
cthulhu87
Moderator forum
Moderator forum
 
Posty: 4282
Rejestracja: 19 lip 2008, 13:44

Re: Opowieść z życia Divaldo Franco

Postautor: atalia » 21 mar 2012, 11:39

W moim przypadku wystarczyło dotkniecie ksiazki...jednak słowo jest silniejsze od miecza.
atalia
spirytystka
spirytystka
 
Posty: 3943
Rejestracja: 17 sty 2010, 13:30

Re: Opowieść z życia Divaldo Franco

Postautor: Sylwina » 18 sie 2012, 20:02

ta a opowiesc w 2011 r.na konferencji mówił :)
Choć życie nig­dy nie jest spra­wied­li­we, to jed­nak by­wa interesujące.
Jonathan Carroll
Sylwina
 
Posty: 122
Rejestracja: 02 maja 2011, 16:23
Lokalizacja: Wawa

Re: Siła wiary

Postautor: Luperci Faviani » 18 sie 2012, 22:29

Zabawnie jest czytać niektóre własne posty sprzed kilku lat.
Luperci Faviani - życie jest niczym, wieczność jest wszystkim.
La certitude est une autre dimension de la croyance.
Awatar użytkownika
Luperci Faviani
 
Posty: 2404
Rejestracja: 22 lip 2008, 17:23
Lokalizacja: Polska

Re: Opowieść z życia Divaldo Franco

Postautor: atalia » 19 sie 2012, 08:24

Hahaha... to prawda, nieraz człowiek się i rumieńcem wstydu obleje :oops:
atalia
spirytystka
spirytystka
 
Posty: 3943
Rejestracja: 17 sty 2010, 13:30

Re: Opowieść z życia Divaldo Franco

Postautor: oran » 19 sie 2012, 20:52

Na mnie chyba nikt nigdy tak pozytywnego wrażenia jak Divaldo nie zrobił,czekam kiedy znowu będzie w Polsce."Zazdroszczę" Konradowi,że dane mu było być tak blisko i zdecydowanie dużej z Tym wyjątkowym człowiekiem.
Wszystkich Pozdrawiam.
oran
 
Posty: 210
Rejestracja: 22 sty 2011, 13:58

Następna

Wróć do Opowieści spirytystyczne

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości