przeżycia rodzinne i inne

Miejsce, w którym przeczytać można różne intrygujące opowieści związane ze Spirytyzmem.

Re: przeżycia rodzinne i inne

Postautor: atalia » 05 gru 2013, 22:41

A ja się tu czuję dobrze...mimo wszystko.
atalia
spirytystka
spirytystka
 
Posty: 3943
Rejestracja: 17 sty 2010, 13:30

Re: przeżycia rodzinne i inne

Postautor: Xsenia » 06 gru 2013, 01:41

Proszę nie myślcie, że tylko się smucę i wpadam w depresję. To na szczęście mam już za sobą. To właśnie dołek, w którym byłam, uświadomił mi, jak się cieszyć tym, co mnie otacza. Jak widziałam cudowność i wielkość przyrody, uświadamiałam sobie, jaka ja jestem mała, i jak małe, i w sumie nieważne, są moje problemy. Raz na wozie, raz pod wozem. Pod wozem byłam dość długo, teraz zaczynam "kołować" na górę :)
Wypytałam dokładnie siostrę, o to co jej się śniło. Okazuje się, że jej się śniła rozmowa z najstarszą siostrą o moim wypadku, ale nie samochodowym, tylko spadłam ze schodów i miałam poważną operację. Uff, mieszkam na pierwszym piętrze, i pierwszym piętrze pracuję. Wielkich schodów nie mam w planach, więc się uspokoiłam i mogę wam napisać o tym co chciałam wczoraj :D
Pożyczalscy.
Nie wiem czy pamiętacie ten film. Był o malutkich ludzikach, którzy żyli w domu i pożyczali sobie różne rzeczy "Dużych". :) No właśnie, w każdym domu zdarza się, że coś ginie samo z siebie. Że zginie jeden czy dwa widelce na przestrzeni 13 lat, to nie dziwi. Ale... moi Pożyczalscy trochę przesadzają z pożyczaniem małych łyżeczek. Na przestrzeni 13 lat straciło się ich w moim domu jakieś 70 sztuk. Praktycznie od początku, odkąd zaczęłam mieszkać w tym mieszkaniu, odczuwam dotkliwy brak łyżeczek do herbaty :? Prawdopodobnie kilka łyżeczek mają na sumieniu moi synowie, którzy jako małe berbecie wyrzucali puste kubeczki po danio razem z łyżeczką. Ale jak tylko to dojrzałam, to zaczęłam ich pilnować. Teraz już są za duzi by wyrzucać łyżeczki przez pomyłkę, a łyżeczki dalej giną... I co wy na to? :)
Wyznaję zasadę Sokratesa - "wiem, że nic nie wiem". :)
Awatar użytkownika
Xsenia
Moderator forum.
 
Posty: 2971
Rejestracja: 08 lis 2013, 23:07
Lokalizacja: Sosnowiec

Re: przeżycia rodzinne i inne

Postautor: atalia » 06 gru 2013, 09:08

Jest to zjawisko wystepujace w kazdym domu - ja na przykład stale muszę kupować łyzeczki - jakkolwiek jego przyczyna jest nieznana. ;)
atalia
spirytystka
spirytystka
 
Posty: 3943
Rejestracja: 17 sty 2010, 13:30

Re: przeżycia rodzinne i inne

Postautor: Nikita » 06 gru 2013, 15:22

Ja kiedys tez zauwazylam , ze z domu znikaja widelce...podejrzewalam gosci, ze zabieraja he he...ale sprawa zostala niewyjasniona...
Nikita
Sympatyk spirytyzmu
 
Posty: 5103
Rejestracja: 03 maja 2010, 16:31

Re: przeżycia rodzinne i inne

Postautor: Krzysztoff » 06 gru 2013, 15:37

istnieje zjawisko aportów w mediumizmie fizycznym , tak się zastanawiałem skąd się biorą te przedmioty ... wychodzi na to że to duchy podprowadzają nam te wszystkie ginące przedmioty :lol:
Krzysztoff
Moderator forum
Moderator forum
 
Posty: 2791
Rejestracja: 05 sty 2012, 22:52
Lokalizacja: Wrocław

Re: przeżycia rodzinne i inne

Postautor: Nikita » 06 gru 2013, 17:33

a moze wpadaja w dziure czasowa?
Nikita
Sympatyk spirytyzmu
 
Posty: 5103
Rejestracja: 03 maja 2010, 16:31

Re: przeżycia rodzinne i inne

Postautor: Xsenia » 11 gru 2013, 00:40

Opowiem wam jak mi dziś pomógł mój Anioł Stróż. Biedaczek nieźle się dziś naharował.
Jechałam z pracy na resztce paliwa. Kolegów miałam wywalić w Katowicach. Wywaliłam i trafiłam w korek. Ponieważ w szkole u syna miałam zebranie, to jak zwykle chciałam być mądrzejsza i pojechałam skrótem. Tyle, że źle stanęłam na pasie na skrzyżowaniu i nie mogłam już skręcić tam gdzie chciałam. Pojechałam w tereny totalnie mi nieznane, na resztce paliwa. Skręcałam na chybił trafił i modliłam się o stację benzynową. Znalazłam jedną tablicę kierunkową: w jednym kierunku na Łódź, a drugi na Wrocław, a gdzie SOSNOWIEC, lub chociaż Katowice?? W pewnym momencie przeraziłam się, bo komputer pokazał mi, że jeszcze do przejechania mam "--". Zero, nul. A ja dalej jechałam. Wystraszyłam się, że samochód mi stanie na środku drogi, nie wiadomo w jakim mieście (Śląsk jest duży) i nie wiadomo na jakiej ulicy. Dalej jechałam, już chyba na powietrzu, bo paliwa nie było. Nie było też stacji benzynowej, a ja trafiłam na jakąś ulicę, gdzie po lewej i prawej pola. Zobaczyłam w końcu, że wjeżdżam w Sosnowiec. Jakim cudem? nie mam pojęcia. W którym miejscu w Sosnowcu? przez długi czas również nie miałam pojęcia. Nic mi się nie kojarzyło. Aż wyjechałam koło znajomego reala ze stacją benzynową :D Jakim cudem i zakrzywieniem czasoprzestrzeni? nie wiem. Jechałam na oparach, nie znając drogi, nie wiem którędy, a wyjechałam dokładnie tam gdzie chciałam :D I nawet spóźniona nie byłam. Byłby to całkiem niezły skrót z Katowic do Sosnowca (przy korkach), gdybym tylko była w stanie zapamiętać drogę, którą jechałam :D.
Najlepsze było to, że wlałam do baku 5l diesla i komputer dalej mi pokazywał "--". Dopiero jak wlałam następne 15l, to się "obudził". :)
Ciekawe kiedy ja się nauczę cierpliwości na tyle, by nie ryzykować wypadami donikąd....
Mój Aniele Stróżu dziękuję z całego serca :*
Proszę nie śmiejcie się ze mnie, prawko mam od stycznia dopiero. :)
Wyznaję zasadę Sokratesa - "wiem, że nic nie wiem". :)
Awatar użytkownika
Xsenia
Moderator forum.
 
Posty: 2971
Rejestracja: 08 lis 2013, 23:07
Lokalizacja: Sosnowiec

Re: przeżycia rodzinne i inne

Postautor: Signus » 11 gru 2013, 02:07

Widzisz jak pięknie sobie poradzilas;-) twój opiekun jest lepszy niż mapy google^o^
Moja mama zawsze wozila w bagażniku karnister 5litrow benzyny na takie właśnie przygody:-D
"Pomagać innym to rozwijać się samemu." Marie-Louise Morton
Awatar użytkownika
Signus
spirytysta
spirytysta
 
Posty: 99
Rejestracja: 18 wrz 2013, 14:06
Lokalizacja: Gorzów Wlkp.

Re: przeżycia rodzinne i inne

Postautor: Xsenia » 22 gru 2013, 02:47

Ostatnio trochę dużo się mówi na forum o tym, że zwierzęta mają także duszę. A rośliny? Przypomniała mi się dziwna historia w mojej rodzinie z rośliną w tle.
Moja mama uwielbia rośliny wszelakie. W moim domu rodzinnym było naprawdę dużo różnych roślin. No i był jeden fikus. Uparta bestia była :). Rósł sobie w postaci jednego pnia aż do wysokości około 1,5-1,8m. Mojej mamie się to nie podobało. Ucięła pień by się rozgałęził na więcej. A on puścił tylko jeden pień. Mama dała mu czas aż dorósł do pół metra i ciachnęła go ponownie. A on puścił jeden pień. Jak pisałam uparte bydle było :D Gdy znowu dorósł do pół metra mama się na niego wściekła porządnie. Nie ciachała go ponownie. Nawrzeszczała na niego, że jak nie puści co najmniej trzech odrostów, to za pół roku wyląduje w śmietniku. Jakie było nasze zdziwienie i śmiech, gdy dokładnie 2 tygodnie później fikus puścił 3 odnogi. Ani jednej więcej, ani jednej mniej, tylko tyle by uniknąć wywalenia na śmietnik. :)
Trochę go widać na zdjęciu, które wklejam poniżej. Jak się dobrze przyjrzeć to widać te 3 odgałęzienia. :)
swieta 1992r -09.jpg
swieta 1992r -09.jpg (161.29 KiB) Przeglądany 4799 razy
Wyznaję zasadę Sokratesa - "wiem, że nic nie wiem". :)
Awatar użytkownika
Xsenia
Moderator forum.
 
Posty: 2971
Rejestracja: 08 lis 2013, 23:07
Lokalizacja: Sosnowiec

Re: przeżycia rodzinne i inne

Postautor: kakofonia myśli » 22 gru 2013, 09:04

:lol: moja teściowa też "straszy" kwiaty, gdy jej kwitnąć nie chcą :lol: :lol:
W ten sposób bez, który przez lata był łysy w końcu po usłyszanym ultimatum pąki puścił :D
Zresztą, nie od parady się mówi, że rośliny lepiej rosną, gdy się z nimi rozmawia :) Pewnie coś w tym jest.
Pelo Amor ou Pela Dor... (By love or by pain)

„What is mind? No matter. What is matter. Never mind.” Thomas Hewitt Key

sbitara77@gmail.com
Awatar użytkownika
kakofonia myśli
spirytystka
spirytystka
 
Posty: 386
Rejestracja: 15 lut 2013, 05:26
Lokalizacja: The space-time continuum...

PoprzedniaNastępna

Wróć do Opowieści spirytystyczne

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości