przeżycia rodzinne i inne

Miejsce, w którym przeczytać można różne intrygujące opowieści związane ze Spirytyzmem.

Re: przeżycia rodzinne i inne

Postautor: Xsenia » 03 gru 2013, 17:30

kakofonia myśli pisze:Xsenia pisze:
nie widzę niczego złego w pomocy przy umieraniu.
I tu się godzę i nie godzę. Bo z jednej strony jakim prawem? Kto daje nam pozwolenie na przejmowanie roli Boga? Uzurpujemy sobie prawo do tworzenia (klonowanie) i odbierania życia (eutanazja).

Prawem, które dostaliśmy od Boga właśnie. Wolna wola. To dzięki niej możemy decydować czy chcemy żyć czy nie, ale ludzie lubią się wtrącać w życie innych. Tworzą prawa, które z wolnej woli robią parodię. Nie możemy żyć jak chcemy i nie możemy umierać jak chcemy. Jeśli jest narkoman, który nie chce pomocy, nie chce odwyku, chce żyć po swojemu, to dlaczego mu na to nie pozwolić? To jego życie, więc czemu na silę się go ciągnie na odwyk? dlaczego zamyka się go w więzieniu za posiadanie? Albo ciężko chory umierający człowiek, który odczuwa już tylko ból. Jeśli chce umrzeć, bo nie może znieść bólu, to dlaczego nie można mu pomóc w tym?
Przytoczony przez Krzysztoffa przykład osoby po zmianie płci, który(a) poddała się eutanazji. Dla mnie ok, jeśli porozmawiał(a) wcześniej z psychologiem i mimo to nie zmienił(a) zdania, to dlaczego nie powinien(na) się zabić, jeśli tego pragnie? To jego(jej) decyzja, nie nasza, nie lekarzy, nie prawników, ustalających prawa, tylko i wyłącznie jego(jej). I to on(ona) będzie się z tej decyzji tłumaczył w następnym życiu.
Krzysztoff pisze:czasami cierpienie jest potrzebne żeby zrobić postęp w rozwoju

Owszem, to prawda, ale dotyczy to tylko i wyłącznie cierpienia, które nas dotyczy, a na które nie mamy do końca wpływu. Bo np. jeśli będę sobie cięła rękę nożem, raz za razem, cierpię, ale przecież cierpienie zbliża nas do Boga, to czy to oznacza, że mam się ciąć?? Jestem chora, boli mnie wszystko, czy to oznacza, że nie mam brać tabletek przeciwbólowych, bo "cierpię dla Boga"?? Naprawdę wierzysz, że Bóg chce naszego cierpienia? To co to za Bóg, skoro chce byśmy cierpieli?? Według mnie Bóg nie chce byśmy cierpieli, czasem tworzy zdarzenia, które powodują u nas ból, ale mają one na celu doświadczyć nas i tylko od nas samych zależy, jak sobie z tym poradzimy.
Krzysztoff pisze:Nie tędy droga , najlepszy przykład dał nam Janusz Świtaj - głośna historia sparaliżowanego człowieka który domagał się eutanazji

Dla mnie to tylko przykład, że pies z kulawą nogą nie zainteresuje się twoim cierpieniem, dopóki telewizja nie pokaże cię w wiadomościach. A ile jest osób, które cierpią i nikt im nie pomaga? W telewizji pokazuje się teraz bardzo wiele chorych ludzi, dzieci, ale nawet telewizja nie jest w stanie pokazać ich wszystkich. Po co tworzyć prawa, które nie pozwalają zakończyć cierpienia tych ludzi?
Krzysztoff pisze:Nie znamy planów Boga,

No właśnie, nie znamy planów Boga, ale mamy wolną wolę. A jeśli decyzja naszej wolnej woli koliduje z planem Boga, to naprawdę myślisz, że On nie potrafi jej zmienić? Ktoś połknął dwa pudełka tabletek, bo chciał się zabić, zwymiotował, sąsiadka usłyszała coś niepokojącego, zadzwoniła po pogotowie i uratowali gościa. Ile takich przykładów słyszałeś? Ktoś skoczył z 7 piętra, bo chciał się zabić, wylądował w krzakach i skończyło się tylko na zadrapaniach. Nie jeden raz słyszałam o cudownym ocaleniu. Uwierz mi, Bóg potrafi, jeśli chce, zmienić naszą decyzję, nawet wbrew nam samym.
Krzysztoff pisze:nie znamy nawet planów swojej reinkarnacji i celów rozwoju w danym wcieleniu, nie znamy dokładnie mechanizmów rozwoju duszy a chcemy decydować o życiu i śmierci ...
czyżbyś chciał od Boga instrukcję obsługi? :) Dokładny plan w punktach, jak masz żyć? co masz decydować i kiedy? To jaki cel były wolnej woli? Według mnie właśnie powinniśmy decydować o własnym życiu i własnej śmierci. A kiedy przyjdzie czas będziemy się z tego tłumaczyć, a innym ludziom nic do tego.
Nigdy nie potępię samobójców. Żal mi ich, bo wiem, że zawsze istnieje inne wyjście, tylko oni go nie dostrzegli na czas. Ale to była ich decyzja i to oni będą się z tego tłumaczyć.
Wyznaję zasadę Sokratesa - "wiem, że nic nie wiem". :)
Awatar użytkownika
Xsenia
Moderator forum.
 
Posty: 2847
Rejestracja: 08 lis 2013, 23:07
Lokalizacja: Sosnowiec

Re: przeżycia rodzinne i inne

Postautor: atalia » 03 gru 2013, 20:13

W dziełach Kardeca ( szczególnie w "Niebie i piekle" ) można napotkać pośmiertne opisy cierpień osób, które popełniły samobójstwo, czyli zerwały kontrakt zwany życiem.
Cóż, jeśli ktoś chce ryzykować podobne przejścia, niech skraca swoja ziemską egzystencję. Nie dosć ,że będzie cierpiał po śmierci, to jego następne wcielenie również nie rysuje się zbyt różowo, bowiem będzie musiał dokończyć to, czego nie udało mu się zrobić przed śmiercią z własnej reki.
Można się przeciwko temu buntować, jednak nie zmienia to faktu, ze takie są właśnie prawa świata duchowego, o czym mówią nie tylko książki autorów spirytystycznych, lecz również ludzie, których udało się przywrócić do życia po nieudanej próbie samobójczej ( vide Raymond Moody i inni ).
atalia
spirytystka
spirytystka
 
Posty: 3943
Rejestracja: 17 sty 2010, 13:30

Re: przeżycia rodzinne i inne

Postautor: Krzysztoff » 03 gru 2013, 21:50

Xenia, wolną wolę posiadamy także jak ktoś chce skończyć ze sobą to skończy.

Jeżeli ktoś chce uwolnić się od problemów i cierpienia za pomocą samobójstwa (bo w podanym przeze mnie przykładzie to jest ta kategoria) to takiego uwolnienia się od problemów nie uzyska. Jak napisała atalia , wiele źródeł w tym spirytystyczne wskazuje że samobójcy nie dość że nie uwalniają się od problemy to ładują się w jeszcze gorsze tarapaty.
Reinkarnacja to wielki uniwersytet jeżeli nie przerobisz materiału i nie zdasz egzaminu - powtarzasz rok. Dlatego w spirytyzmie chwali się postawę pokory wobec tego co się z nami dzieje i chęci zrozumienia lekcji - niż buntu , z prostego powodu - jeżeli się buntujesz - niczego się nie nauczysz i zmarnujesz czas lekcyjny - znowu powtarzasz semestr.

Eutanazja - w moim rozumieniu to termin który był stosowany do skracania cierpień ludzi w agonii lub nieuleczalnie chorych - ale to już inny temat.
Krzysztoff
Moderator forum
Moderator forum
 
Posty: 2791
Rejestracja: 05 sty 2012, 22:52
Lokalizacja: Wrocław

Re: przeżycia rodzinne i inne

Postautor: Xsenia » 03 gru 2013, 22:04

Krzysztoff pisze:Reinkarnacja to wielki uniwersytet jeżeli nie przerobisz materiału i nie zdasz egzaminu - powtarzasz rok. Dlatego w spirytyzmie chwali się postawę pokory wobec tego co się z nami dzieje i chęci zrozumienia lekcji - niż buntu , z prostego powodu - jeżeli się buntujesz - niczego się nie nauczysz i zmarnujesz czas lekcyjny - znowu powtarzasz semestr.

A jeśli ja wiem jakie jest moje zadanie w tym życiu? i jeśli je ukończę, i postanowię skrócić dalsze życie ziemskie, to także będę cierpieć w nowym życiu?
A co jeśli jest osoba stara, zniedołężniała, schorowana? także nie może przyśpieszyć zamiany?
Czy tak jak babcia mojego męża, na starość mam się modlić 3 razy na dzień, dzień w dzień do Boga o śmierć? W sumie też tak mogę, babcia umarła po 3 miesiącach tych modłów.
Musicie mi wybaczyć brak wiedzy z lektur spirytystycznych. Dopiero to nadrabiam, więc na razie nie będę się wypowiadać na ich temat.
Wyznaję zasadę Sokratesa - "wiem, że nic nie wiem". :)
Awatar użytkownika
Xsenia
Moderator forum.
 
Posty: 2847
Rejestracja: 08 lis 2013, 23:07
Lokalizacja: Sosnowiec

Re: przeżycia rodzinne i inne

Postautor: kalatala » 03 gru 2013, 22:22

Jak Krzysztof wspomniał - pokora, pokora i jeszcze raz pokora. Nawet jeśli to miałoby być pół roku modłów o rychłą śmierć.
Awatar użytkownika
kalatala
spirytystka
spirytystka
 
Posty: 909
Rejestracja: 28 cze 2012, 20:05
Lokalizacja: Białystok

Re: przeżycia rodzinne i inne

Postautor: juniperus » 03 gru 2013, 22:46

atalia pisze:W dziełach Kardeca ( szczególnie w "Niebie i piekle" ) można napotkać pośmiertne opisy cierpień osób, które popełniły samobójstwo, czyli zerwały kontrakt zwany życiem.
Cóż, jeśli ktoś chce ryzykować podobne przejścia, niech skraca swoja ziemską egzystencję. Nie dosć ,że będzie cierpiał po śmierci, to jego następne wcielenie również nie rysuje się zbyt różowo, bowiem będzie musiał dokończyć to, czego nie udało mu się zrobić przed śmiercią z własnej reki.
Można się przeciwko temu buntować, jednak nie zmienia to faktu, ze takie są właśnie prawa świata duchowego, o czym mówią nie tylko książki autorów spirytystycznych, lecz również ludzie, których udało się przywrócić do życia po nieudanej próbie samobójczej ( vide Raymond Moody i inni ).

Zgadzam się z Tobą. Mamy wolną wolę, jednak są rzeczy, których nie powinniśmy robić dla własnego dobra. Nieuszanowanie praw naturalnych danych nam przez Boga (a jednym z nich jest właśnie prawo wcielania się a więc narodzin i śmierci) niesie za sobą poważne konsekwencje. Skracający swoje życie przedwcześnie sam robi sobie krzywdę. Oczywiście, że wolna wolna przyjmuje taką możliwość, jednak we wszystkim, co robimy powinniśmy mieć na uwadze konsekwencje, jakie nieść będzie za sobą nasze zachowanie. Wystarczy pomyśleć, co będzie czuć nasza rodzina, bliscy na wiadomość o naszym samobójstwie? Rozpacz, ból, a może zacznie szukać winy w sobie samej? Co poczują dzieci ojca, który uciekając od kłopotów finansowych zostawi je na pastwę losu, narazi na głód, chłód, biedę? Każdy nasz czyn wiąże się z konsekwencjami nie tylko na samym sobie, ale również na naszych bliskich. Dlatego właśnie należy zastanowić się sto, a nawet milion razy, zanim podejmie się taką decyzję. Osobiście nie spotkałam się jak dotąd z przypadkiem, gdzie samobójstwo wyszło duchowi na dobre.

Jeśli chodzi o czekanie na rychłą śmierć, to również jest próba, przez którą musimy przejść. Czekanie na śmierć, której się pragnie jest próbą cierpliwości. Także nawet w takiej chwili możemy czegoś się nauczyć. Poza tym nie możemy mieć pewności, że w życiu spełniliśmy już wszystkie role, ponieważ nie wiemy, jakie powzięliśmy postanowienia przed wcieleniem. Nawet na łożu śmierci możemy dać komuś radę, która odmieni jego postępowanie, spowoduje, ze stanie się lepszy lub rozwiąże swój problem. Ilość ról, jakie musimy w życiu odegrać jest wielką niewiadomą.
Ostatnio zmieniony 03 gru 2013, 22:53 przez juniperus, łącznie zmieniany 1 raz
Izabela
GG: 42074662


Ulecieć do góry na skrzydłach...
Awatar użytkownika
juniperus
spirytystka
spirytystka
 
Posty: 852
Rejestracja: 03 sty 2013, 12:50
Lokalizacja: łódzkie

Re: przeżycia rodzinne i inne

Postautor: danvue » 03 gru 2013, 22:50

Xsenia - więc przeczytaj, zwłaszcza "Niebo i Piekło wg spirytyzmu" Ci polecam. Samobójcy jakoś wcale tam nie byli szczęśliwi że skrócili swoje życie, bo nie oznaczało to skrócenie męki, a wręcz odwrotnie. Gdyby Bóg chciał żeby było tak, że po wykonaniu "zadania" możemy umrzeć - umieralibyśmy. Ale jak widać tak nie jest. Dlaczego? Bo po pierwsze nie wiesz, jakie jest twoje zadanie, nawet jeśli wydaje Ci się, że wiesz. Po drugie - starość to nie tylko modlitwy o śmierć. Musisz też szkolić u siebie cierpliwość i pokorę. Człowiek jest taki, że chciałby wszystko od razu, a wiadomo że tak nie jest. Skoro istnieje starość, to musi istnieć po coś.
Uderzył z nieba grom
i wypalił w ziemi znak
znak ten wielki był jak dom
to był krzyż, a obok stał
z postury szczupły, wysoki gość
ale słowa miał jak stal
ludzie wnet oblegli go
krzycząc: Tak! To Ten! To On!
Awatar użytkownika
danvue
spirytysta
spirytysta
 
Posty: 458
Rejestracja: 12 paź 2013, 18:31

Re: przeżycia rodzinne i inne

Postautor: atalia » 03 gru 2013, 23:25

Wydaje mi sie, że warto tu poruszyć temat tzw. terapii uporczywej, czyli sztucznego podtrzymywania funkcji życiowych o osób, które praktycznie są martwe z tej racji, ze ustała u nich praca kory mózgowej i innych organów ciała. Tu nawet KK jest przeciwko takiemu sztucznemu przedłużaniu agonii.
Moim zdaniem odłączenie takich ludzi od aparatury NIE JEST eutanazją, lecz miłosierdziem umożliwiającym uwolnienie duszy od praktycznie martwego już ciała. Oczywiscie w tym przypadku należy po stokroć upewnić się, że dana osoba rzeczywiście praktycznie juz nie żyje.
Natomiast eutanazja na życzenie, np. w przypadku depresji czy jakiejkolwiek innej choroby przy pełnym zachowaniu świadomosci jest moim zdaniem samobójstwem i jako samobójstwo bedzie po śmierci ciała traktowana.
atalia
spirytystka
spirytystka
 
Posty: 3943
Rejestracja: 17 sty 2010, 13:30

Re: przeżycia rodzinne i inne

Postautor: kalatala » 04 gru 2013, 00:39

Przyszedł mi do głowy pewien przykład dotyczący wolnej woli. Powiedzmy, że Twoje dziecko ma jutro klasówkę, a nie ma ochoty się uczyć. Nie chcąc ingerować w jego wolną wolę mówisz: rób jak uważasz. Dziecko ma do wyboru: usiąść i się pouczyć albo olać naukę. Jakie będą konsekwencje łatwo przewidzieć. Jeśli się pouczy to chociaż tę tróję dostanie, a może nawet i piątke, za co chętnie dasz dziecku nagrodę. Jeśli nie - dostanie karę w domu i będzie musiało we wstydzie iść w późniejszym terminie do nauczycielki poprawić pałę. Tak czy siak nie ucieknie przed zaliczeniem materiału. A wybór drugiej drogi w konsekwencji będzie cięższy.

Wolną wolę masz, ale konsekwencje wyboru bardzo się od siebie różnią. Bóg jest właśnie takim rodzicem. Różnica polega jedynie na tym, że szkołę rozwoju duchowego musisz skończyć. Tą powszechną niekoniecznie.
Awatar użytkownika
kalatala
spirytystka
spirytystka
 
Posty: 909
Rejestracja: 28 cze 2012, 20:05
Lokalizacja: Białystok

Re: przeżycia rodzinne i inne

Postautor: Xsenia » 04 gru 2013, 13:42

Rozumiem, co chcecie powiedzieć i się z wami zgadzam. Samobójstwo ma swoje konsekwencje, wiem o tym. I wiem, że zawsze istnieje inne rozwiązanie danego problemu. Ja nie zachwalam samobójstwa. Chodzi mi jedynie o to, że człowiek powinien sam decydować o sobie.
Może to dlatego, że odkąd byłam małym dzieckiem chciałam umrzeć. Cały czas mam wrażenie, że nie pasuję do tego świata. Ciągle coś robię źle i podejmuję złe decyzje. Tak właściwie, to mam wrażenie, że ja już przegrałam moje życie. I dlatego tak bardzo chciałabym by już się skończyło. Tak jak pisałam, według mnie jedyne co muszę skończyć w tym życiu, to wychować dzieci, a potem mam nadzieję, że ono się zakończy.
A może to dlatego, że mnie miało nie być? Gdy się rodziłam miałam owiniętą pępowinę wokół szyi. Gdybym się urodziła w normalny sposób, to bym się udusiła i by mnie tu nie było, ale lekarze "wepchnęli" mnie z powrotem do brzucha mamy i zrobili na szybko cesarskie cięcie. Uratowali mnie, a ja i tak mam wrażenie, że mnie nie powinno tu być.
Wyznaję zasadę Sokratesa - "wiem, że nic nie wiem". :)
Awatar użytkownika
Xsenia
Moderator forum.
 
Posty: 2847
Rejestracja: 08 lis 2013, 23:07
Lokalizacja: Sosnowiec

PoprzedniaNastępna

Wróć do Opowieści spirytystyczne

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Bing [Bot] i 1 gość