przeżycia rodzinne i inne

Miejsce, w którym przeczytać można różne intrygujące opowieści związane ze Spirytyzmem.

Re: przeżycia rodzinne i inne

Postautor: Xsenia » 02 gru 2013, 12:32

Właśnie dlatego jestem też za eutanazją, bynajmniej nie dlatego by oszczędzić pieniądze, ale dlatego by oszczędzić cierpienia i bólu.
Wyznaję zasadę Sokratesa - "wiem, że nic nie wiem". :)
Awatar użytkownika
Xsenia
Moderator forum.
 
Posty: 2843
Rejestracja: 08 lis 2013, 23:07
Lokalizacja: Sosnowiec

Re: przeżycia rodzinne i inne

Postautor: danvue » 02 gru 2013, 19:24

Xsenia - dla mnie to naprawdę brzmi dziwnie, no ale skoro Ci pomaga to dobrze. ;)

Też byłem kiedyś za eutanazją, ale teraz już nie jestem. Po pierwsze - pamiętajcie, że to oni sami wybrali sobie to życie, jako odkupienie. Jest to też próba dla opiekujących się. Wszystko wydaje się super proste jak myślimy o człowieku który nie daje znaku życia, nie mówi, nic się nie rusza, można powiedzieć żyje ale nie żyje. To jestem w stanie zrozumieć jeszcze. Ale takie zabiegi jak eutanazja na ludziach starszych w krajach "dobrze rozwiniętych" <nie kojarze dokładnie gdzie, wybaczcie>? Gospodarczo to dobre rozwiązanie, ale do cholery ważne są pieniądze czy moralność i dobro człowieka? Co to za dzieci czy wnuki które chcą uśmiercać swoich ojców/dziadków? Czy potraficie okreslić granice gdzie można dopuścić się eutanazji?
Uderzył z nieba grom
i wypalił w ziemi znak
znak ten wielki był jak dom
to był krzyż, a obok stał
z postury szczupły, wysoki gość
ale słowa miał jak stal
ludzie wnet oblegli go
krzycząc: Tak! To Ten! To On!
Awatar użytkownika
danvue
spirytysta
spirytysta
 
Posty: 458
Rejestracja: 12 paź 2013, 18:31

Re: przeżycia rodzinne i inne

Postautor: kalatala » 02 gru 2013, 19:53

Tak, ja potrafię - tą granicą jest człowieczeństwo. Jak najbardziej jestem za skracaniem cierpień zwierząt, gdyż one z tych cierpień nie wyciągają żadnego zysku. Kompletnie inna sprawa jest z ludźmi, gdzie cierpienie jest próbą lub karą. Godząc się na eutanazję popełniamy grzech zabójstwa, pomagamy komuś popełnić grzech samobójstwa, a także wydłużamy tej osobie drogę do Boga sprawiając, że będzie musiała powtórnie przejść przez to cierpienie.
Awatar użytkownika
kalatala
spirytystka
spirytystka
 
Posty: 909
Rejestracja: 28 cze 2012, 20:05
Lokalizacja: Białystok

Re: przeżycia rodzinne i inne

Postautor: danvue » 02 gru 2013, 21:27

Więc jestem tego samego zdania ;)
Uderzył z nieba grom
i wypalił w ziemi znak
znak ten wielki był jak dom
to był krzyż, a obok stał
z postury szczupły, wysoki gość
ale słowa miał jak stal
ludzie wnet oblegli go
krzycząc: Tak! To Ten! To On!
Awatar użytkownika
danvue
spirytysta
spirytysta
 
Posty: 458
Rejestracja: 12 paź 2013, 18:31

Re: przeżycia rodzinne i inne

Postautor: Xsenia » 02 gru 2013, 22:10

Inaczej odbieram śmierć niż wy. Wy traktujecie pomoc komuś przy umieraniu jako "zabójstwo", pomoc w "samobójstwie". Są to wyrażenia oznaczające przestępstwo, coś niedopuszczalnego i nietolerowanego w społeczeństwie. Dla mnie śmierć to przejście jednego życia w inne. Zamiana. Koniec życia ciała materialnego, powrót do życia duchowego. Dla mnie śmierć nie jest niczym złym. I bynajmniej nie widzę niczego złego w pomocy przy umieraniu. Szczerze mówiąc sama chętnie bym już zamieniła swój stan :) tyle, że jak znam dowcip Boga, to pewnie dożyję 100 lat :lol: Na innym wątku napisałam, że podziwiam starszych ludzi, który w dawnych tradycjach odchodzili na "ostatnią pielgrzymkę" w góry. Sama chciałabym tak zrobić, ale dopiero wtedy, kiedy skończę moją misję tutaj. A moją nadrzędną misją, która jest ważniejsza ode mnie i mojego widzimisię, to wychowanie moich dzieci. To jest mój obowiązek, któremu praktycznie podlega całe moje życie. I gdy dzieci nie będą mnie już potrzebowały, to mój obowiązek się skończy. Możecie powiedzieć, że skończy się moja misja i będę mogła odejść.
Mogę zrozumieć chęć życia i ochronę życia za wszelką cenę, tyle że ja mam tak właściwie chęć śmierci. Ta chęć pozwalała mi przetrwać najtrudniejsze chwile, momenty mojego życia, gdy nie widziałam już ani celu, ani kresu cierpienia. Znosiłam to, bo wiedziałam i wiem, że po drugiej stronie będzie lepiej. Że jeszcze pomęczę się trochę i w końcu wyzwolę się z tego świata.
Wyznaję zasadę Sokratesa - "wiem, że nic nie wiem". :)
Awatar użytkownika
Xsenia
Moderator forum.
 
Posty: 2843
Rejestracja: 08 lis 2013, 23:07
Lokalizacja: Sosnowiec

Re: przeżycia rodzinne i inne

Postautor: kakofonia myśli » 03 gru 2013, 08:34

No właśnie, pisałam, że to kontrowersyjny temat.

Xsenia pisze:Dla mnie śmierć to przejście jednego życia w inne. Zamiana. Koniec życia ciała materialnego, powrót do życia duchowego. Dla mnie śmierć nie jest niczym złym.


Oczywiście, zgadzam się z Tobą, śmierć to nic złego. To swego rodzaju transfer.

Xsenia pisze:nie widzę niczego złego w pomocy przy umieraniu.


I tu się godzę i nie godzę :lol: . Bo z jednej strony jakim prawem? Kto daje nam pozwolenie na przejmowanie roli Boga? Uzurpujemy sobie prawo do tworzenia (klonowanie) i odbierania życia (eutanazja). Ale, czy naprawdę powinniśmy? Czy humanitarnym jest "dobicie" cierpiącego? I tu pojawia się kontrowersja. Dobija się psy, dobija się konie, więc dlaczego nie człowieka? Czy wszystkie te prawa, które dotyczą życia ludzkiego nie dotyczą też tego zwierzęcego? Czy życie nie jest życiu równe? Włącza nam się moralność, gdy mamy do czynienia z człowiekiem, ale dlaczego? Dobijając zranionego konia twierdzimy, że to gest miłosierdzia, okrzyk przyjaźni. A w przypadku drugiego człowieka zaczynają się "schody". Może wynika to z tego, że mimo tego, co wszędzie proklamujemy życie ludzkie wydaje nam się cenniejsze? Bo człowiek: myśli "inaczej", czuje "inaczej", "inaczej" tworzy więzi?
Ech, cholernie to skomplikowane. My po prostu czujemy się lepsi.

kalatala pisze:Jak najbardziej jestem za skracaniem cierpień zwierząt, gdyż one z tych cierpień nie wyciągają żadnego zysku.


Tak się Karola zastanawiam, jaki człowiek wyciąga "zysk" z cierpienia. Bo, weźmy pod uwagę, że nie mówimy tu o cierpieniu, które możemy przeżywać świadomie. Mówimy tu o cierpieniu, które "wyłącza" nasz mózg. Czy uważasz, że ktoś kto jest trawiony powiedzmy rakiem i jedyne, co czuje to ból, zastanawia się w tym momencie nad swoim życiem? Wydaje mi się, że nie. Pamiętajmy, że mówimy tu o cierpieniu finalnym.. o cierpieniu, które zmienia również właściwości chemiczne mózgu.

Ech, sama nie wiem. Mówiąc szczerze szanuję każde życie. Niejednokrotnie zdarzało mi się, że specjalnie się ubierałam, żeby wynieść znalezionego w sałacie ślimaka na dwór; czy ostrożnie stawiałam kroki, żeby nie zdeptać mrówki. Życie to życie. A pytanie, czy eutanazja jest słuszna pozostaje otwarte... :)
Pelo Amor ou Pela Dor... (By love or by pain)

„What is mind? No matter. What is matter. Never mind.” Thomas Hewitt Key

sbitara77@gmail.com
Awatar użytkownika
kakofonia myśli
spirytystka
spirytystka
 
Posty: 381
Rejestracja: 15 lut 2013, 05:26
Lokalizacja: The space-time continuum...

Re: przeżycia rodzinne i inne

Postautor: Krzysztoff » 03 gru 2013, 11:14

Ostatnio oglądałem film na temat eutanazji w Holandii - wstrząsający , poddaje się eutanazji osoby którym znudziło się życie albo po prostu mają depresję - pokazywano przykład osoby która po operacji zmiany płci (która jej zdaniem nie udała się) - czuła się tak nieakceptowana przez środowisko że miała depresję i po prostu nie chciała żyć - poddała się eutanazji w wieku hmmm... gdzieś nie starszym niż 50 lat. Groza

To jest dokładnie ta sama dyskusja - co na temat samobójstwa - czy jest właściwe...

Dzisiejsze społeczeństwo uważa że
1. Nikt nie powinien cierpieć
2. Na wszystko powinna być pigułka

Co do punktu 1 - tak , czasami cierpienie jest potrzebne żeby zrobić postęp w rozwoju - nawet to fizyczne, mówi o tym wiele przekazów nie tylko spirytystycznych, ludowe przysłowie mówi cierpienie uszlachetnia - wiele osób to kwestionuje bo nie widzą długoterminowych skutków , - natomiast ważne jest to że NIE NASZĄ decyzją jest to czy człowiek ma cierpieć czy nie , powinniśmy starać się oszczędzić cierpień innym kierując się współczuciem i miłosierdziem

Co do punktu 2 - oczekiwanie jest takie że każdy problem ktoś powinien załatwić , najlepiej od ręki i bez naszego wysiłku, tabletka na ból, tabletka na depresję , tabletka żeby być szczęśliwym. Niestety to tak nie działa. Skoro nie działa to poproszę tabletkę "game over". Nie tędy droga , najlepszy przykład dał nam Janusz Świtaj - głośna historia sparaliżowanego człowieka który domagał się eutanazji http://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju, ... 61672.html

Nie znamy planów Boga, nie znamy nawet planów swojej reinkarnacji i celów rozwoju w danym wcieleniu, nie znamy dokładnie mechanizmów rozwoju duszy a chcemy decydować o życiu i śmierci ...
Krzysztoff
Moderator forum
Moderator forum
 
Posty: 2791
Rejestracja: 05 sty 2012, 22:52
Lokalizacja: Wrocław

Re: przeżycia rodzinne i inne

Postautor: Nikita » 03 gru 2013, 15:24

ja moze nie jestem za eutanazja ale to cale podlaczanie ludzi do urzadzen oddychajacych jest takie sztuczne i wbrew naturze...kiedys tego nie bylo i ludzie poprostu umierali....bo moim zdaniem przedluza sie nie tyle zycie ile cierpienie...oczywiscie mam na mysli skrajne przypadki...a nie widzimisie kogos komu znudzilo sie zycie...
Nikita
Sympatyk spirytyzmu
 
Posty: 5022
Rejestracja: 03 maja 2010, 16:31

Re: przeżycia rodzinne i inne

Postautor: danvue » 03 gru 2013, 17:19

Tak Nikita, kiedyś też nie znali resuscytacji czy szczepionek i też ludzie umierali chociaż mogli żyć. Nie po to człowiekowi zostało dane wynalezienie tego wszystkiego żeby teraz z tego nie korzystać. Skąd wiesz czy przypadkiem dana osoba nagle się nie wybudzi? Autentycznie znam dobrze osobe której mąż miał już być odłączany, nie zgodziła się, wybrała się na pielgrzymkę do Częstochowy i po niedługim czasie mąż się wybudził. Jest to osoba bardzo dobra, o wielkiej wierze.

Xsenia- dlaczego tak pragniesz śmierci? Dzieci to nie jedyna twoja misja zapewne, wiesz ile dobrego możesz zrobić dla innych? Skąd wiesz czy twoje dobro nie odwiedzie chociażby jednego człowieka od samobójstwa - i już dla tego jednego warto żyć, takie moje zdanie. ;)
Uderzył z nieba grom
i wypalił w ziemi znak
znak ten wielki był jak dom
to był krzyż, a obok stał
z postury szczupły, wysoki gość
ale słowa miał jak stal
ludzie wnet oblegli go
krzycząc: Tak! To Ten! To On!
Awatar użytkownika
danvue
spirytysta
spirytysta
 
Posty: 458
Rejestracja: 12 paź 2013, 18:31

Re: przeżycia rodzinne i inne

Postautor: kalatala » 03 gru 2013, 17:21

Nikita pisze:ja moze nie jestem za eutanazja ale to cale podlaczanie ludzi do urzadzen oddychajacych jest takie sztuczne i wbrew naturze...kiedys tego nie bylo i ludzie poprostu umierali....bo moim zdaniem przedluza sie nie tyle zycie ile cierpienie...oczywiscie mam na mysli skrajne przypadki...a nie widzimisie kogos komu znudzilo sie zycie...


Również mam mieszane uczucia w tym temacie. Z jednej strony zgadzam się z Nikitą - kiedyś tego nie było i ludzie po prostu umierali, to było naturalne. Ale Spirytyzm bardzo jasno stwierdza, że ewolucja jest jednym z Praw Bożych, że każda istota podlega postępowi, ba, całe rodziny, narody, cywilizacje, wreszcie planety. Ludzie w ramach postępu wymyślili respiratory, konsendatory tlenu, sztuczne zastawki, sondy do karmienia... Wymyślili, aby nieść pomoc potrzebującym. A to jest kolejne Prawo Boże - miłosierdzie, niesienie pomocy. Słowem jeśli spojrzymy na to z takiego punktu, to się okaże, że to jest część planu Boskiego. Bóg doskonale wie w jakim miejscu na świecie chory człowiek będzie podtrzymywany przy zyciu, a w jakim nie. Jeśli DOBRO tego człowieka wymaga, by kilka miesięcy cierpiał na łóżku, to Bóg mu da taką chorobę, przy której będzie leżeć. Jeśli nie jest mu to konieczne do rozwoju, Bóg ześle na niego błyskawicę, która go zabije w okamgnieniu i bez bólu.

Nie popadajmy też w pychę i nie kwestionujmy mądrości zamysłu Boga. Jesteśmy zdecydowanie zbyt nisko rozwinięci, by móc się na ten temat wypowiadać. Ledwo co przestąpiliśmy taki próg rozwoju, przy którym pozwolono nam się dowiedzieć o istnieniu świata duchowego i porozumiewac się z nim. W moim odczuciu to są ledwie pierwsze klasy podstawówki w rozwoju duchowym. Nie posiadacie takiej mądrości, jaką się ma będąc na uniwersytecie. Jeśli Bóg pozwala komuś cierpieć, to znaczy, że tak ma być. To jest Świat Odkupienia, tu się cierpi, by odkupić swoje winy.

Inna sprawa ma się ze zwierzętami. Z jednej strony należy pamiętać, że zwierzęta też myślą, posiadają uczucia, czują ból, zimno, cierpią psychicznie. Ale z drugiej strony pomiędzy nimi a ludźmi jest stanowcza granica - granica, przekraczając którą istota duchowa staje się człowiekiem. Granica, poza którą ta istota zaczyna sobie zdawać sprawę z istnienia Boga, zaczyna dostrzegać dobro i zło oraz uczy się wyboru pomiędzy nimi. W Biblii ten duchowy awans został opisany w scenie z wężem, Ewa i Adamem. Dlatego nad cierpiącymi zwierzętami należy mieć miłosierdzie, trzeba starac się skrócić im to cierpienie, ponieważ one nie mają jakich win jeszcze odkupować. Zwierzęta nie grzeszą, gdyż nie są w stanie odróżnić dobro od zła.
Awatar użytkownika
kalatala
spirytystka
spirytystka
 
Posty: 909
Rejestracja: 28 cze 2012, 20:05
Lokalizacja: Białystok

PoprzedniaNastępna

Wróć do Opowieści spirytystyczne

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość